26 września 2017

Konfitury » Ludzie, pasje i ich opowieści

Galaktyczne zakończenie roku - 1 mld dolarów w 10 dni

Galaktyczne zakończenie roku - 1 mld dolarów w 10 dniczyli sukces nowych Gwiezdnych Wojen
RECENZJA…
W 10 dni od premiery nowa część Gwiezdnych Wojen „Przebudzenie Mocy” zgarnęło ze światowych kin 1 miliard dolarów – podał money.cnn.com. A to nie koniec biletowego eldorado – premiera w Chinach jest szykowana na 9 stycznia, więc suma wpływów może pokaźnie się zwiększyć. Najważniejsze, że wraz z rekordowymi wpływami z seansów idzie jakość produktu, czyli dzieło wyreżyserowane przez J.J Abramsa. Jeśli ktoś miałby podsumować przełomowe biznesowe i kulturalne wydarzenie roku to wystarczy, że napisze o „Przebudzeniu Mocy” – kulturowe, bo wróciła saga która elektryzuje widownię na całym świecie a biznesowe bo gdyby Han Solo wziął najbardziej intratne zlecenie od Huttów to i tak nie przebiłby wpływów z kin.




„Przebudzenie Mocy” to powrót gwiezdno-wojennej sagi w odmiennym stylu niż przy „Mrocznym Widmie”. Lucas wracając z „nową” trylogią (która chronologicznie dla uniwersum była starą) postawił na efekty specjalne, choreografię walki i przepych. Trylogia od początkach i upadku Anakina Skywalkera miała lepsze momenty – po gorszym „drugim debiucie” klimatem nadganiał „Atak Klonów” i „Zemsta Sithów” (zwłaszcza ostatnie sceny trzeciego epizodu). Mimo wszystko była to „space opera” wyciskająca do ostatnich soków możliwości komputerów kosztem fabuły i interakcji między bohaterami. Pozostał niedosyt. Fani mieli swoje gadżety, pisarze mogli tworzyć kolejne literackie odsłony „expanded universe” a na konsolach i pecetach królowały nowe epizody „Wojen Klonów”. Uniwersum znowu ożyło – ale główny jej nośnik, czyli film nie spełnił w mojej opinii oczekiwań. Zabrakło tego co przyniosło właśnie „Przebudzenie Mocy”.  

Nowe Gwiezdne Wojny to hołd oddany starej trylogii.

Abrams czerpie garściami ze starej odsłony sagi – nie sili się na popisy efektów specjalnych a odkurza to co było siłą „Gwiezdnych Wojen” w latach 80. „Przebudzenie Mocy” wybija się dialogami, które pozwalają na filmie po prostu się bawić. To w czym Abrams jest mistrzem i pokazał to już przy odkurzeniu „Star Treka” to właśnie rozmowy między bohaterami – lekkie, cięte, dowcipne (co ciekawsze fani „Star Treka” zarzucali Abramsowi, że zrobił z ich uniwersum „drugie Gwiezdne Wojny”). Reżyser stworzył film dla fanów "starej" trylogii wrzucił wszystkie smaczki dla wychowanych na oldschoolowej sadze. Nie wpychał kolanem efektów specjalnych tylko postawił na klasykę (kostiumy trącą zamierzoną topornością a interfejs „Falcona” się nie zmienił). W praktyce pracy na planie powrócono do modeli i robionych na zamówienie kostiumów. Powrót Hana Solo mamy pod znakiem ciętego dowcipu i mistrzowskiemu wykorzystaniu postaci - z fabularnym wątkiem zrzucającym maskę „outlawsa” i „niebieskiego ptaka” wiecznie na debecie u Huttów i pokazując Solo jakiego nie znaliśmy. Nawet Chewbacca wraca w wielkim stylu i takiej ilości kultowych „one-linerów” nie miał w poprzednich częściach. Ciekawym wątkiem jest postać Kylo Rena – nie zimnokrwistego Sitha a miotanego emocjami adepta ciemnej strony. Oczywiście główni bohaterowie czyli Rey i Finn to persony dedykowane widzom z innego pokolenia (z Renem jest podobnie) – obecna młodzież choć ma więcej wyzwań cywilizacyjnych przed sobą to wciąż „szuka własnej drogi” i choć postacie owe wydają się bardzo „disneyowskie” to przecież to głównie film dla młodzieży. I tak widzowie ze starszego pokolenia będą podziwiać powrót „starej gwardii” a młodzi przeżywać przygody nowych bohaterów. Oczywiście w filmie pojawiają się wątki, które dla dojrzalszego widza mogą się wydać naiwne (serious?) – choćby przemiana Finna. Z jednej strony to bardzo potrzebny i pokazujący przemianę wątek, z którą będą mogli utożsamiać się najmłodsi, z drugiej spłycony i „skrócony” ale rozumiem o tempora o mores, to jest kino dla nastolatków. To nie galaktyczny „Szeregowiec Ryan”. Na minus i nie do obrony jest w mojej opinii wątek generała Huxa. Już większą charyzmę i predyspozycje do tak wysokiego stopnia oficerskiego przedstawiał droid BB-8.

Oczywiście „sznyt” naszych czasów jest obecny w filmie - dynamika akcji dostała przyspieszenia i archetypy bohaterów się unowocześniły by porwać dzisiejszą młodzież ale… nie zrobiono tego kosztem „klimatu” ze starego. Wyważono proporcje między starym a nowym. Oczywiście już pojawiły się zarzuty, iż Abrams skopiował rozwiązania fabularne ze starej sagi, że Kylo Ren to nie jest Sith „na miarę oczekiwań” a miecze świetlne nie przecinają ekranu co 5 sekund. Wielkie obawy wiązały się ze sprzedażą „LucasArts-u” ludziom od „Disneya”. I faktycznie film posiada wiele „disneyowskich” elementów, np.: mniejszą brutalność etc. Powtarzam, jednak iż jest to film dla młodego widza i jak widać „Disney” wie jak „to” stworzyć. „Przebudzenie Mocy” to film świetny, wartki, wciskający w fotel i przyjemność nie tylko dla fanów i znawców uniwersum. Najgorsze, jednak przed nami. Poprzeczka została wysoko zawieszona a produkcje „Disneya” na przykładzie „Piratów z Karaibów” pokazały, że świetny film może mieć fatalną kontynuację. Zwłaszcza, że to nie „mistrz bohaterów” Abrams będzie kręcił kolejny epizod „XVIII”.

 „Gwiezdne wojny” to bardziej epos fantasy niż film SF. Gama ras z wszelkich zakątków Galaktyki, moc która spaja cały świat i rozterki głównego bohatera wraz z jego przemianą „od zera do jedi mastera” spowodowała, że Gwiezdne Wojny pokochały miliony ludzi na świecie i rozpalały ich wyobraźnie „co czai się na rubieżach Galaktyki” i co stanie się z dalszymi losami „jego bohatera”. Najważniejsi są bohaterowie i następcy Abramsa muszą o tym pamiętać.

Michał Bruszewski/money.cnn.com  
fot: plakat/materiały promocyjne filmu Gwiezdne Wojny "Przebudzenie Mocy"

Podaj adres email

Wprowadź treść komentarza


 
Arsped Sp. z o. o. 2009-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Zapoznaj się z polityką prywatności×