| Zapas zabezpieczający (4) – przykład 2 |
|
| wtorek, 23. marzec 2010 , 09:43 |
|
|

W poprzednim artykule z cyklu "Zapas zabezpieczający" mogliśmy przeczytać o pierwszym przykładzie.
Drugi przykład zamieszczono w książce pod polskim tytułem „Wprowadzenie do zarządzania operacjami i łańcuchem dostaw” Autorów C. Bozarth i R.B. Hanfield, wydanej przez Helion w 2007 r.
Przyjmuje się, że sklep sprzedaje dziennie średnio P = 16 wiatraków z odchyleniem standardowym = 3. Średni czas realizacji zamówienia wynosi Td = 9 dni z odchyleniem standardowym = 2. Tym razem kierownik sklepu zdecydował, że poziom obsługi ma wynosić 95%. Interpretuje się to tak, że tylko przez 5% czasu pomiędzy kolejnymi dostawami może zabraknąć wiatraków w sklepie. Średni popyt wynosi P•Td = 144. Odchylenie standardowe popytu obliczone wg znanego wzoru wynosi: .
Na tej podstawie wyznacza się punkt zamawiania na takim poziomie, aby – jak podają Autorzy – „ sklep mógł zaspokoić popyt klientów przez 95% czasu”. Poziom zamawiania wynosi więc
czyli
 .
Podręcznikowy zapas zabezpieczający, gwarantujący założony poziom obsługi czyli to, że przez 95% czasu klienci będą mogli kupić 144 wiatraki wynosi 55 sztuk.
Zgodnie z definicją dystrybuanty jest to prawdopodobieństwo tego, że klient będzie mógł kupić 9 razy po 16 wiatraków, bo taki jest średni popyt w okresie realizacji zamówienia. Natomiast 16 wiatraków w ciągu dnia można byłoby kupić z prawdopodobieństwem .
Gdyby jednak w sklepie nie było tych 55 wiatraków na zapas, to klient mógłby zrealizować zakup 16 wiatraków z prawdopodobieństwem . To zaś oznacza, że dzienny popyt byłby możliwy do zrealizowania przez prawie 95% czasu działania sklepu, czyli tak jak chciał kierownik sklepu. Nie musi zatem trzymać w zapasie 55 wiatraków, tzn. aż 38% dostawy i ryzykować, że wyjdą z mody.
Niepocieszeni byliby tylko ekscentryczni klienci wykupujący przez 9 dni średnio po 16 wiatraków. Aż w 50% przypadków zabrakłoby dla nich kilku wiatraków, średnio byłoby to 10 sztuk na 144 kupowane. Ale można przyjąć, że te kilka wiatraków kierownik sklepu dostarczyłby im na własny koszt, gdy tylko dotarłyby do sklepu. Byłby bowiem uszczęśliwiony tym, że nie musi ciągle trzymać w magazynie 55 wiatraków. Wiadomo bowiem, że strumienie dostaw i popytów są zbilansowane co oznacza, że opóźnione dostawy dotrą w końcu do sklepu i można je będzie rozdysponować pomiędzy klientów pod warunkiem, że przewidzi się taką możliwość.
Nawet w świadomości Autorów książki zapas zabezpieczający jest to konieczna ofiara na ołtarzu nauki. Zdają sobie bowiem sprawę z tego, że w praktyce są stosowane – jak to określają – „niezbyt” naukowe metody określania „zapasu bezpieczeństwa”, jak np. ustalanie go na 150% spodziewanego popytu. Ponieważ trudno przypuszczać, że mogłoby chodzić o cały dziewięciodniowy popyt, to raczej bierze się pod uwagę popyt dzienny. Wtedy zapas wynosiłby zaledwie 16•1,5 = 24, czyli mniej niż połowę tego, co proponuje nauka. Zamiast jednak zbadać jak sobie radzą ci, co odrzucają metody naukowe, spycha się ich do grona lekceważących poziom obsługi klienta. Zapomina się przy tym, że są dwie miary tego poziomu, czego będzie dotyczył trzeci przykład.
Józef Okulewicz |