Wtorek, 25 kwietnia 2017     Imieniny: Jarosława, Marka, Wiki» Dodaj ogłoszenie o pracę» Dodaj firmę do katalogu

Granice nauki

[h]Na co dzień często posługujemy się prostym wzorcem oczywistości jakim jest formuła 2 plus 2 jest 4.[/h]

Nie zawsze jednak zdajemy sobie sprawę z tego, że proste pozornie równanie 2+2=4 jest składnikiem fundamentu gmachu, którego surowości praw trudno porównać z czymkolwiek innym. Tej prostej formuły nie sposób bowiem podważyć bez narażenia się na co najmniej śmieszność.

Oczywiście każdy się zetknął ze znana próbą odpowiedzi na pytanie „Ile jest 2+2?” – „A ile ma być?”
Wiadomo jednak, że tylko ludzie mogą sobie pozwolić na eksperymenty podważające tę prostą formułę.


Na szczurach już by się nie udało.

Za to można bezkarnie przyjąć, że 2+3=5. W postaci bardziej naukowej też jest prawdą, że 21+31=51, a nawet 20+30=50. Ale już 22+32 nie jest równe 52, gdyż 52=32+42. Znając i szanując te prawa można się nawet dobrze bawić.

Taką zabawę uprawiał urzędnik miejski Pierre de Fermat (1601-1665), który zawodowym matematykom wysyłał w listach rozmaite zagadki. Przypomniał o tym J.K. Wróblewski w artykule „Prawnik z Tuluzy”, Wiedza i Życie, luty 2008.

Największą zagadkę Fermat zapisał na marginesie książki „Arithmetica” autorstwaDiofantosa (200/214-284/298). Było to sławne twierdzenie, że tylko co najwyżej kwadrat liczby naturalnej można rozłożyć na sumę dwóch innych liczb naturalnych w tej samej potędze. Twierdzenie pozostawił bez dowodu, bo choć jego zdaniem był zadziwiający, to nie zmieściłby się na marginesie tej samej książki.

Z miejscem na zapisanie czegoś mogą być nieraz problemy.
Gdy kiedyś ktoś w restauracji, aby obrazić znanego pisarza i zarazem skandalistę Trumana Capote (1924-1984) poprosił go o złożenie autografu na swoim wyciągniętym organie,
ten ze spokojem odpowiedział „Nie zmieści się”.

Do poważnej historii przeszły notatki pewnego prawnika, które zapisał na marginesie pewnej filozoficznej książki. Gdyby się nie zmieściły to może inaczej potoczyłyby się losy nie tylko wielkiego państwa ale i całego świata.

Ten ówczesny brak miejsca spowodował, że od roku 1670 przez kolejne lata rzesze matematyków próbowały powtórzyć ten dowód. Bowiem w tym gmachu liczy się tylko to co ma dowód, który każdy może powtórzyć we własnym zakresie. Tu zaś było proste z pozoru twierdzenie, którego prawdziwość dowiódł dopiero Andrew John Wiles w roku 1994 na 200 stronicach A4. Takie są reguły zabawy w świecie ścisłych praw matematyki.

Nie oznacza to, że przez ten czas świat z zapartym tchem wyczekiwał na ten dowód. Jeśli ktoś nie nakładał sobie ograniczenia na dziedzinę rozwiązania, to bez trudu uzyskiwał rozwiązanie. Był tylko jeden warunek. Trzeba było podjąć decyzję, z jaką dokładnością wynik ma być dostarczony.

Jeśli komuś odpowiadało zero miejsc dziesiętnych to godził się, że 54=44+44 ale z błędem 113. Jeśli zażyczył sobie jedno miejsce, to otrzymywał równanie: 5,04=4,04+4,44 z błędem -5,8. Itd.

Na tym przykładzie „Wielkiego Twierdzenie Fermata” można dostrzec naturę nauki. To nie tylko w stałej Pi liczba cyfr dziesiętnych zależy jedynie od woli tego, kto z niej korzysta. To również cała nauka – z matematyką włącznie – jest postawiona na fundamencie woli człowieka. Gdy czasem zadajemy sobie bardziej ogólne pytanie o granice nauki przy rozwiązywaniu współczesnych problemów, to nasuwa się jedna odpowiedź. Są takie, jakie sami sobie postawimy.

Jeśli stajemy przed nierozwiązywalnym przez lata problemem, to trzeba się zastanowić czy rozwiązanie jest niemożliwe, bo takie są nieprzekraczalne prawa nauki, czy może odpowiednio ustawiliśmy sobie te granice, by w ich ramach była ona bezradna.

  |str. 1| 2 | Następna
DODAJ DO: facebook Twitter
Wyślij tekst znajomemu Drukuj
Dodaj komentarz (rozwiń)
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Spedycje.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
 

SONDA

Jak oceniasz sytuację w swojej Firmie?