23 lipca 2017

Logistyka » Pod znakiem logistyka

Pułapki prawa

[h]Wbrew utartej opinii, cechą narodową Polaków jest głębokie poszanowanie prawa, ukształtowane przez wieki funkcjonowania I-szej Rzeczypospolitej.[/h]

Na wielkim terytorium i przy ogromnym jak na owe czasy odsetku obywateli z pełnią praw, czyli szlachty, prawo było gwarantem porządku. Polska przez wieki obchodziła się bez policji, gdyż egzekucji prawa dokonywali sąsiedzi niesfornego obywatela, w formie tzw. zajazdu, ukazanego w krzywym zwierciadle w poemacie „Pan Tadeusz”, Adma Mickiewicza. W takiej sytuacji prawo musiało być przejrzyste i zrozumiałe dla każdego, by obywatel wiedział, czego od niego się wymaga i co mu się gwarantuje.

Po każdej elekcji nowy król zaprzysięgał „Pacta conventa”, czym gwarantował obywatelom prawo do nieposłuszeństwa, gdyby sam łamał prawo. Odwoływał się tym samym do wewnętrznego poczucia prawa poddanych. Obywatele zaś umieli rozpoznawać, co wśród jednakowo wyglądających przepisów jest prawem, które chroni dobro – inaczej narażone na szwank. Wtedy też ze względu na „liberum veto” nie uchwalano innego prawa.

Po upadku Rzeczypospolitej – gdyż wszystko, co dobre kiedyś się kończy przez przyzwyczajenie do swej oczywistości – rozmaite władze nadużywają tej narodowej cechy Polaków i wydają najróżniejsze przepisy, które nazywa się prawem w nadziei, że ułatwi to wymuszenie ich przestrzegania. Obywatele zaś umieją rozpoznać co jest przepisem, który można omijać.

Tę umiejętność po latach ujął reżyser Stanisław Bareja w swoim filmie „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?” (1978), który tytułową kwestię włożył na zakończenie filmu w ryjek świnki.
Można bowiem poniewierać człowiekiem, ale najpierw trzeba go złapać.
A z tym władza nie zawsze sobie radzi, szczególnie przy nawale przepisów, za omijanie których może coś obywatelowi zrobić.

Te lata treningu musiały wytworzyć też inną cechę narodową. Gdy pojawiają się jakiekolwiek przepisy, nie bada się ich pod względem przydatności, czy słuszności – władza chce to może – lecz sprawdza się czy można będzie i za jaką cenę przy nich przeżyć i robić swoje.

Pod tym względem dopasowaliśmy się do współczesnej Europy, której narody od wieków wyrastają w tradycji, że to co ogłosi władza musi być przestrzegane pod groźbą kary. Władza zaś mityguje się jedynie tym, czy jest w stanie wyegzekwować swoje przepisy, gdyż w przeciwnym wypadku skompromitowałaby się i czar by prysł.

W efekcie takiego nabytego braku krytycyzmu nawet przepisy, które w intencji władz miałyby pomagać obywatelom nie spotykają się z żadną dyskusją, prowadząc czasem na manowce – nawet wbrew najszczerszym intencjom władz. Nie jest to bowiem dobra metoda – zalecanego przez Kartezjusza – kierowania rozumem, by nie mieć własnej oceny poleceń władz administracyjnych i wykonywać je bez zastrzeżeń.

  |str. 1| 2 | Następna

Podaj adres email

Wprowadź treść komentarza

Ze względów bezpieczeństwa komentowanie artykułów wymaga potwierdzenia wpisu.
Państwa komentarz będzie wyświetlony po kliknięciu linku wysłanego na wprowadzony adres email.

 
Arsped Sp. z o. o. 2009-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Zapoznaj się z polityką prywatności×