28 czerwca 2017

Logistyka » Pod znakiem logistyka

Z dziejów koła

Z dziejów kołaJózef Hoene Wroński, geniusz zapomniany (nieznany)
Pierwszy okres w dziejach koła rozpoczął się od jego wynalezienia. Nie wiadomo, kiedy i jak to nastąpiło. Wynajdywanie koła mogło być procesem, którego początkiem mogła być sytuacja podobna do tej wziętej z życia pewnego przedsiębiorcy.
Pod nieobecność przedsiębiorcy przywieziono do jego domu zamówiony ciężki transformator. Pracownicy mieli go przetransportować do pomieszczenia w pewnej odległości od bramy, gdzie transformator pozostawiła firma dostawcza. Po jakimś czasie z domu wyjrzała żona przedsiębiorcy. Zobaczyła bezczynnie stojących dwóch pracowników i transformator tam, gdzie został postawiony. Na pytanie, dlaczego nie przenieśli transformatora odpowiedzieli, że jest za ciężki do przeniesienia przez dwie osoby.


Ślepy tor

Po krótkim zastanowieniu się niewiasta podała pracownikom dwie szczotki, aby użyli ich trzonki do przetoczenia transformatora. Pracownicy zrobili jak im powiedziała i transformator trafił na właściwe miejsce. Nie mogli przy tym nadziwić się temu pomysłowi, który – jak podają encyklopedie – zastosowano po raz pierwszy przy podobnej okazji przed ponad 55 wiekami.
Podłożony pniak umożliwił przesunięcie jakiegoś ciężkiego kamienia czy też może czegoś innego. Dalej już poszło łatwo, bo wystarczyło tylko kombinować i oszczędzać materiał.
Zamiast używać kilku pniaków wystarczyło jeden pniak pociąć na plasterki. W powstałych w ten sposób kołach należało tylko przewiercić otwory w ich środku i przymocować kołkiem do jakiejś deski. Powstała pierwsza platforma transportowa. Dalej to już następowały tylko zmiany tworzywa i rodzaju powozu poruszającego się na kołach.
Po dokonaniu tak doniosłego wynalazku nikt nie przypuszczał, że można go jakoś poprawiać. Cóż bowiem może być doskonalsze od koła?
A może w każdym obszarze życia pierwszych ludzi były rozmaite preteksty by zastosować w praktyce figurę, jaka powstaje po wytyczeniu linii w stałej odległości od pewnego punktu. Może zdolność do wytyczenia takiej linii uznał ktoś za znak od jakiegoś bóstwa opiekuńczego i w podzięce umieścił tę figurę na ołtarzu, nie szukając innych jej zastosowań.
W każdym razie koło bez żadnych zmian w jego zasadzie konstrukcyjnej przetrwało aż do początku wieku XIX.

Drugi okres w dziejach koła rozpoczął się w 1836 r. Wtedy to 40 letni emigrant z nieistniejącej po rozbiorach Polski zlekceważył przekonanie, że najlepsze dla transportu jest doskonałe koło z centryczną osią obrotu. Nawet nie przejął się tym, że utarło się już przekonanie, że robić coś zbędnego to tak, jakby na nowo wynajdywać koło.
Był to Józef Hoene Wroński (1796 – 1853). Swoim zwyczajem rozumowanie zaczął od zera, czyli od nicości. Zapytał o warunek tego, by było możliwe przemieszczenie bezwładnego obiektu za pomocą niewielkiej siły motorycznej. Oczywiście pomiędzy tym obiektem a nieruchomym gruntem musiało być coś ruchomego. Nazwał to „ruchomą drogą” albo „cyrkulacją”.
Ta „ruchoma droga” jest kołem poruszającym się po gruncie. W stosunku do niego porusza się synchronicznie, czyli o taki sam kąt, drugie koło. Te z kolei jest przymocowane do pojazdu. Osie obu kół są przesunięte względem siebie w pionie, przy czym oś koła większego znajduje się powyżej osi koła mniejszego. Zarazem oś koła mniejszego może przesuwać się poziomo przed oś koła większego. Aby zapewnić synchroniczność ich obracania się, oba koła muszą być połączone. Jest to możliwe na dwa sposoby.
Takie myślenie

Jeden to połączenie ich za pomocą szprych, tak jak w zwykłym kole. Przypomina to klasyczne koło, z tą różnicą, że szprychy są elastyczne i mogą zmieniać swą długość. Jest to konieczne gdyż w czasie obracania się oś mniejszego koła znajduje się poniżej osi koła większego.
Dodatkowo do poszczególnych szprych można doprowadzać jakiś gaz lub ciecz i w ten sposób napędzać to koło. Byłby to rodzaj silnika nisko obrotowego, o zaletach którego nie trzeba nikogo przekonywać.
Drugi sposób wynika z obserwacji, że w czasie synchronicznego ruchu obu kół, dowolny punkt na obwodzie mniejszego koła zatacza okrąg na tle większego koła. W celu połączenia obu kół należy więc w większym kole wyciąć równomiernie na jego obwodzie tyle okręgów ile miałoby być szprych koła, a na obwodzie mniejszego koła zamocować tyle samo małych kółeczek, które mogą poruszać się po tych kołach obwodowych. W takim przypadku mniejsze koło nie musi być kołem lecz np. wielobokiem łączącym małe kółeczka albo dowolną inną figurą.

Oryginalny model pojazdu z kołami Hoene Wrońskiego przechowywany w Bibliotece Kórnickiej PAN

I oto cały wynalazek. Został opatentowany w 1836 r. Nic więcej jednak się nie stało. Mimo zbudowania kilku prototypowych modeli koła w zmniejszeniu – których nieco podrdzewiałe egzemplarze są pieczołowicie przechowywane w Bibliotece Kórnickiej PAN – nikt nie zdecydował się na jego stosowanie. Nadal stosowano koła które obracały się wokół swojej centralnej osi.
Dzięki temu zwykłemu obracaniu się kół poruszały się rozmaite pojazdy. Poza tym działały rozmaite mechanizmy, np. zegarowe. Ale tych mechanizmów nie dotyczyło wynalezione koło o przesuwnej osi. Ten uśpiony okres w dziejach koła trwał 177 lat.

dr. Józef Okulewicz
Politechnika Warszawska
cdn.
 
Arsped Sp. z o. o. 2009-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Zapoznaj się z polityką prywatności×