Czwartek, 25 maja 2017     Imieniny: Borysa, Magdy, Marii-Magdaleny» Dodaj ogłoszenie o pracę» Dodaj firmę do katalogu

Potrzeba katastrofy

Potrzeba katastrofyJak wiadomo Most Łazienkowski spłonął i przez jakiś czas nie będzie nadawał się do użycia. Zanim jednak o moście, potrzebna jest dygresja historyczna.
Rano 11 września 2001 roku dostałem list od executive secretary w Council of Logistic Management (CLM), że obejrzała moją stronę na temat logistyki. Stało się to na skutek mojego listu do CLM z informacją, że taka strona powstała. Dziękowałem w nim tej organizacji za ich próby zdefiniowania logistyki, które były dla mnie ważną inspiracja i zachętą do przemyśleń.
Co było po południu, to wiadomo. Najpierw nie można było uwierzyć w to, że cywilne odrzutowce taranują cywilne wieżowce i giną ludzie.


Nowatorzy w ZTM

Po otrząśnięciu się z szoku wydawało mi się, że takie wydarzenia powinny przewartościować myślenie o logistyce. W otrzymanym liście miałem potwierdzenie tego, że pisałem o nowej logistyce zanim doszło do tej tragedii. To nowe ujęcie dawałoby możliwość zapobieżenia takim wydarzeniom. Wtedy oczywiście byłem spóźniony, ale może przydałoby się to w przyszłości.
Ówczesne myślenie o logistyce było zdominowane podejściem procesowym, w ramach tzw. „Supply Chain Management” (SCM). W ramach tego logistyk za oceanem sterował, a po naszej stronie kontrolował procesem dostarczania rzeczy do odbiorcy. Wcielając się w pozycję ówczesnego logistyka, wyobraziłem sobie bezradność, z jaką mógł on sterować procesem dostarczania samolotu do wieżowca. Zajeęie się tym procesem wymagało właśnie całkiem innego myślenia o logistyce.

Przede wszystkim nie chodzi o sam proces przemieszczania rzeczy ale o zupełnie szersze ujęcie relacji dostawcy i odbiorcy. W tej relacji logistyk ma warunkować, czyli stwarzać możliwości, aby odbiorca otrzymał to, co dla niego jest dobre. Nie zawsze muszą to być rzeczy transportowane środkami transportu. Dzięki bowiem postulowanemu przeze mnie poszerzeniu widzenia logistyki, nawet pracownicy wieżowca są odbiorcami warunkowania dostarczania dóbr. Twórcą zaś tych warunków jest szef ochrony budynku i jego pracownicy. Szef ochrony WTC był w dniu katastrofy na swym stanowisku i zginął w zwalonym wieżowcu.
Może gdyby wiedział, że logistyka to nie tylko „supply chain”, to jego pierwszym działaniem po objęciu stanowiska byłby zakup (w Ameryce nie musiałoby to być na czarnym rynku) wyrzutni rakietowej ziemia powietrze i zainstalowanie jej na dachu któregoś z wieżowców. Wcześniej bowiem była nieudana próba klasycznego wysadzenia wieżowców w powietrze, w której zginęło kilka osób. Była też znana komputerowa gra, w której samolotem uderzało się w wieżowce WTC.

Mając to na uwadze, warunkowanie dostarczania dóbr pracownikom WTC polegałoby m.in. na zapewnieniu im ochrony przeciwlotniczej. Nawet gdyby nie wyśledził pierwszego odrzutowca, to dachy wieżowców były nienaruszone i można byłoby drugi z odrzutowców, który chybił celu i robił zakręt nad NY, powstrzymać w jego procesie dostarczania siebie. W każdym razie nie obserwowałby tego procesu bezradnie.
Jednak jak już wiemy z historii, zmiana postrzegania logistyki nie nastąpiła. Wręcz przeciwnie, ujęcie procesowe umocniło się, w efekcie czego CLM przekształciła się w 2005 r. w CSCMP. Analiza tej katastrofy nie mieściła się ani w zakresie dotychczasowej logistyki ani tym bardziej SCM. Koncepcja SCM nie obejmuje bowiem takich sytuacji. Rzeczy muszą się przemieszczać i wtedy logistyk przystępuje do dzieła. Takie podejście umocniło się nie tylko w USA ale i w Europie oraz w Polsce.
Przyszłych logistyków uczy się manipulowania ładunkami na drogach i w magazynach i nie mówi się im o misji warunkowania dostarczania dóbr. W efekcie logistyka ogranicza się do wąskiego kręgu zawodowego i nie dociera do ludzi odpowiedzialnych za inne niż „łańcuchowo dostawcze” relacje pomiędzy dostawcą a odbiorcą.

Na straży tego ograniczenia w Polsce stoi zatwierdzony 2007 r. program kształcenia logistyków na poziomie inżynierskim i magisterskim, zawężony do „zarządzania łańcuchem dostaw”. Już po trzech latach do przedsiębiorstw zaczęli docierać dyplomowani licencjaci logistyki, a po kolejnych dwóch – magistrowie logistyki. Kierowali się oni oczywiście do firm logistycznych, transportowych itp. Część z nich zasiliła szeregi „sprzedawców w kioskach”, ale ci najlepsi zawsze znaleźli pracę w wyuczonym zawodzie.
Zapewne jednak nikt z tych „łańcuchowców” nie myślał o pracy w straży pożarnej ani tym bardziej w obsłudze mostów. Tym nie mniej most też powinien być przedmiotem poznawczym logistyki. Cóż z tego, że jego proces dostarczania polega na staniu. W tym staniu bowiem zawiera się jego warunkowanie dostarczania dóbr. Odbiorców tych dóbr już nie trzeba wymieniać. Jeśli bowiem przyjmie się tę poszerzoną wizję logistyki, to reszta będzie oczywista.
  |str. 1| 2 | Następna
DODAJ DO: facebook Twitter
Wyślij tekst znajomemu Drukuj
Dodaj komentarz (rozwiń)
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Spedycje.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
 

SONDA

Jak oceniasz sytuację w swojej Firmie?