17 grudnia 2017

Logistyka » Pod znakiem logistyka

Rejs po myśleniu – część 3

Rejs po myśleniu – część 3Po krótkiej dygresji historycznej, można wrócić do mijającego czasu. Mimo rosnących wysiłków i coraz bardziej zaciętych starań o ten minimalizowany koszt logistyki, opór materii nie ustawał. W końcu jakiś praktyk odkrył, że łatwiej dostarczyć towar, gdy robi się to tak, jak chce klient, a nie tak, jak chce dostawca. Dla zachodnich praktyków było to odkrycie nowych uwarunkowań dostarczania dóbr.
Pierwsi temu dali wyraz logistycy z Wal-Mart’a – a w szczególności ich szef, który został szefem całej firmy – bo już w 2004 r. ogłosili, że stali się dostawcami klienta, a nie dystrybutorami producenta.
Dziś po 10 latach ciągle jest to apel do logistyków, by jednak zacząć myśleć o kliencie, jako źródle wszelkich logistycznych poczynań.


Rejs po myśleniu – część 1

Praktycznym wyrazem tego staje się wymaganie aby dostawy były coraz mniejsze, a za to częstsze, czy też próby przekształcania supermarketów w zbiorowisko małych obszarów szczególnej obsługi klientów, itp. Na tym nowym ołtarzu poświęca się nawet bożka najmniejszych kosztów. Choć ciągle doktryna, że logistyka jest kosztem a nie źródłem zysku wisi nad logistykami.
Ten koszt można by zmniejszyć, gdyby zastosować przedstawione przez prof. Wojciecha Paprockiego, autonomiczne pojazdy, które same sterują się na trasie pomiędzy dostawcą a odbiorcą. Jednak nierozwiązany problem dotyczy energii, jaką tym pojazdom trzeba dostarczyć. Poprawa w kwestii baterii, to na razie pieśń przyszłości.

Ta ciągle nowa sytuacja jest jednak dla polskich praktyków logistyki, którzy – tak jak wszyscy pozbawieni teorii – podążyli za swymi zachodnimi kolegami, powrotem do punktu wyjścia. Tylko, że teraz pójdzie łatwiej. Przyzwyczajeni do naśladowania zachodu, będą musieli robić to, co samodzielnie mogli robić już przed laty. Wtedy nie wiedzieli, że tak trzeba. No bo skąd? Zapomnieli przy tym, że najlepsza dla praktyki jest dobra teoria i zwiodły ich zapewnienia teoretyków, że teoria jest uogólnieniem praktyki. Czyli tego, co sami wiedzieli od innych. Prawda, że niedorzeczne?
Teraz jednak już wiedzą. Gdyby wcześniej przyjęli to, co jak dotąd odrzucają zgodnie i praktycy i teoretycy logistyki, nie musieliby jeździć co roku do Magellana, by się dowiadywać, co też wymyślili inni praktycy. Sami by to wymyślali adekwatnie do sytuacji, w jakich się znajdują.
Wtedy oczywiści i Marek Jędra i Adam Błuś musieliby coś nowego wymyśyeć, aby ściągnąć praktyków do Magellana. Ale przynajmniej byłaby to sprawiedliwa odpłata za to, do czego od lat wciąż zachęcają a czasem zmuszają uczestników. Czyli do własnego rozwoju dla dobra zarówno dostawcy jak i klienta, dziś ze szczególnym uwzględnieniem tego drugiego.

Bez przywrócenia równowagi między teorią a praktyką można się tylko obawiać, że w następnym konkursie organizatorzy wykorzystają widoczny przez okna park linowy. Oby nie.
Prostota odrzuconej przed laty teorii logistyki sprowadza się do tego, że wszelkie działanie zaczyna się od rozpoznania dobra klienta, a potem wszystko się temu podporządkowuje. Przyjęcie tego wbrew obowiązującym przed laty paradygmatom, oszczędziłoby lat na dochodzenie do oczywistych dziś wniosków.
Ale logistycy dostali drugą szansę. Jest nią zniwelowanie problemu z zasilaniem pojazdów, a w transporcie miejskim całkowite jego usunięcie. Polegałoby to na wykorzystaniu wspomagania grawitacyjnego w ruchu poziomym. Jest to stary polski wynalazek reaktywowany w ubiegłym roku po 180 latach zapomnienia.
Jest więc znów wybór. Albo naśladować zachodnich logistyków i kombinować z bateriami do pojazdów dostawczych, albo zając się budową pojazdów z napędem ludzkim do wożenia dowolnie ciężkich ładunków.
Z tym, że jest dobra wiadomość i dodatkowy impuls. Uznane przez logistyków wymagania klientów są takie, by dostarczać im coraz mniejsze partie towarów. Dzięki temu jednym pojazdem ze wspomaganiem grawitacyjnym, można będzie obsłużyć wiele punktów odbioru na terenie miasta. Klientom zawsze o to chodziło, a teraz jest okazja by to zrealizować.
Oczywiście pozostaje też wariant, by zaczekać z podjęciem decyzji na zachodnich logistyków. Najpierw naśladować ich w borykaniu się z bateriami, a potem naśladować ich w wykorzystaniu polskiego wynalazku. Kiedyś przecież w tym się połapią.
Nawiązując do konieczności podejmowania decyzji, Prof. Piotr Płoszajski zadał na koniec spotkania pytanie o sztuczną inteligencję, gdyż coraz częściej w podejmowaniu decyzji wyręczają – nie tylko logistyków – maszyny.
cdn.
dr Józef Okulewicz

Podaj adres email

Wprowadź treść komentarza


 
Arsped Sp. z o. o. 2009-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Zapoznaj się z polityką prywatności×