Czwartek, 23 marca 2017     Imieniny: Feliksa, Konrada, Zbysławy» Dodaj ogłoszenie o pracę» Dodaj firmę do katalogu

Trwanie w tradycji

Trwanie w tradycjiRefleksje na temat drugiej linii metra i stacji Rondo ONZ
Właśnie oddano do użytkowania kolejny zabytek w przestarzałym systemie transportu publicznego, czyli odnowione rondo ONZ, na skrzyżowaniu ul. Świętokrzyskiej i Al. Jana Pawła II.
Zanim dokładnie pół wieku temu powstało to rondo, wokół było pole ruin po minionej Warszawie. Gruz przysypał tu zwykłe ulice, ale wśród nich nie było jeszcze ulicy Świętokrzyskiej. Jednak po Wojnie nie odtworzono poprzedniej siatki ulic. Na ich tle wyrysowano i zrealizowano tzw. arterie komunikacyjne. W ramach tworzenia dodatkowej arterii W-Z połączono nowopowstałą ul. Świętokrzyską z nowopowstałą ul. Kasprzaka i wtedy powstało to skrzyżowanie.


Białołęcki tramwaj

Może nawet zdążono zamontować na nim sygnalizację świetlną, choć bardziej prawdopodobny był posterunek z milicyjnym regulatorem ruchu. Na nieszczęście została w tamtym czasie przeniesiona z Zachodu moda na ronda, choć jeszcze nie było tak dużo samochodów. No i powstało rondo. W efekcie wraz z nim powstała ogromna dziura w miejskiej strukturze budynków.
Można to uznać za konieczny kompromis: albo ulica albo budynki. A że w ruchu uczestniczyły i tramwaje i autobusy i inne samochody, to dziura musiała być spora. Pojazdy samochodowe objeżdżały tę dziurę po okręgu, a przez pusty środek tego okręgu przejeżdżały tylko tramwaje.


Przez lata rondo pełniło rolę uspokajania ruchu, który i tak w tym czasie był za mały by go uspokajać. Z czasem jednak ruch stał się na tyle duży, że rondo stało się miejscem stłoczenia pojazdów hamującym ruch w mieście. Jako remedium postanowiono zainstalować światła sterujące. Tym samym dziura z rondem stała się zbędna, ale co można było z nią zrobić? Niestety, miniony czas spowodował, że wszyscy się do niej przyzwyczaili, tak jak do innych tzw. „świeckich tradycji”.

Aż nadszedł wiek XXI i postanowiono zrealizować drugą linię warszawskiego metra. Akurat miała ona przebiegać wzdłuż ulicy Świętokrzyskiej, więc wymyślono stację metra na Rondzie ONZ. Po zamknięciu ruchu wykopano ogromną dziurę w ziemi. W tej dziurze wybudowano podziemną stację, a następnie wszystko zasypano, przywracając stan poprzedni. W efekcie tego ogromnego wysiłku przywrócono przestrzenną dziurę pomiędzy budynkami, bo już przywyknięto do tej zniekształconej Warszawy.
A można było skorzystać z dotychczasowych doświadczeń i nieco je przemyśleć. Przede wszystkim zagospodarować pustą przestrzeń w środku ronda.

Rozwój transportu miejskiego w Warszawie ciągle postępuje. Jednak pogodzono się już, że nie ma w tym rozwoju jakiejś idei integrującej, bo zgodzono się na powstanie Zintegrowanego Systemu Zarządzania Ruchem w Warszawie. Tylko co jakiś czas uwidaczniają się kolejne pomysły modernizacyjne.
Przed laty już kilkudziesięciu na przykład wymyślono, że tramwaje zatrzymują się PRZED skrzyżowaniem ewentualnie rondem, a autobusy zatrzymują się ZA skrzyżowaniem lub rondem. Tak trwa to do dzisiaj. Nikt nie zastanawiał się co o tym pomyślą przesiadkowicze. Z tym, że oni już przywykli. Co więcej, od minionych wakacji przynajmniej wiadomo, że 70 % z nich jest zadowolonych i sankcjonuje takie pomysły.
Ubocznym efektem tego poronionego pomysłu jest projekt nowej stacji metra. Ponieważ przyjęto – nie wiadomo dlaczego – że nad stacją ma pozostać tradycyjne rondo, trzeba było w projekcie uwzględnić 3 przystanki tramwajowe przed tym konkretnym rondem (na 4-tym wylocie nie jeździ tramwaj) oraz 4 przystanki autobusowe. Z tych przystanków należało bowiem zapewnić dojście do stacji metra. Przyjęte rozwiązanie to 4 wejścia do podziemi zadaszone dziwacznymi kapeluszami. W czasie budowy te wejścia wyglądały jak wyrzutnie rakiet, ale teraz po zadaszeniu wyglądają jak zwykłe pokraczne nietoperze.

Gdyby obecnie wejść na któryś z wieżowców otaczających Rondo ONZ można byłoby zobaczyć ogromne koło, na którego obwodzie rozsiadły się zielono-skrzydle ptaszyska. Pośrodku tego zbiegowiska jest pusty plac z szynami, po których co jakiś czas zgrzytają żółte tramwaje. Tradycja zwyciężyła. Miasto w tym miejscu jest niby takie jakie było, choć może trochę brzydsze.

Co można było zrobić, gdyby nie to zawzięte przywiązanie do tradycji? Jak już była wykonana dziura pod stację metra, to można było w tej dziurze postawić nie tylko stację metra ale także jakiś budynek. Mógłby on pełnić funkcję centrum handlowego, którego w tej okolicy nie ma. W podziemiach oprócz stacji, mógłby zmieścić się jeszcze garaż podziemny, którego też brakuje w tej okolicy. Budynek taki, np. fikuśny wieżowiec mógłby przesłonić tę dziurę w przestrzeni miasta, jaką wytworzyło rondo.
Na parterze tego budynku – opartego na kolumnach – byłoby oczywiście zwykłe skrzyżowanie z lewo i prawo-skrętami. Przejeżdżałyby też tramwaje. Samochody mogłyby jeździć nadal po okręgu, ale zniknęłyby przystankowe trójkąty po trzech stronach ronda. Takie rozwiązania są już znane, nie tylko na świecie, ale chociażby w Krakowie czy Poznaniu nad dworcem kolejowym.
X Polecamy artykuł:
URSUS umacnia się w Afryce


Na środku tego sporego skrzyżowania starczyłoby miejsca na przystanki dla tych tramwajów, wbrew tradycji, która każe je stawiać przed i za skrzyżowaniem. Wystarczyłby jeden dla wszystkich kierunków, z możliwością przejścia na odpowiedni peron. No i wystarczyłoby odpowiednio duże, jedno wejście do podziemnej stacji metra. Dla pasażerów byłoby tam znacznie więcej miejsca niż na tradycyjnych przystankach zbudowanych na odtworzonym rondzie. Na przystanek wjeżdżałoby się schodami z dołu z przejścia podziemnego albo z góry z galerii handlowej. Dla warszawskiego metra byłoby to nowością, choć na świecie jest to zwyczajne, że stacje metra są wewnątrz budynków.
Wielkość budynku byłaby porównywalna z tymi, jakie już stoją w okolicy Ronda ONZ. Musiałby jednak być lepiej zaprojektowany niż one. Byłby bowiem optycznym zamknięciem czterech arterii i powinien się odpowiednio okazale prezentować. Z rozmachem podobnym oryginałowi „Paryża Północy”. Zamiast tego obok Ronda ONZ postawiono Rondo 1, czyli okazały szklany wieżowiec. A po drugiej stronie wjazdu na rondo stanął drugi wieżowiec. Teraz już na wieki stać będą u progu sali balowej, zachęcając się bezskutecznie, by ruszyć do tańca w jej centrum.

Niestety zwyciężyła tradycja i na najbliższe lata została utrwalona dziura w perspektywie czterech ulic spotykających się przy tym rondzie. Jak zwykle jednak brakuje przy nim tablicy z nazwiskami tych, którzy to zaprojektowali i zatwierdzili. Znany jest tylko wykonawca. Ale on jest tu najmniej winny.
fot. metro.waw.pl
dr Józef Okulewicz
DODAJ DO: facebook Twitter
Wyślij tekst znajomemu Drukuj
KOMENTARZE
  autor    wtorek, 23. czerwiec 2015 , 12:20:06, ID (ip): 9e3cb7
 

 
  mf    poniedziałek, 22. czerwiec 2015 , 11:06:27, ID (ip): 9e3cb7
 

 
  autor    poniedziałek, 22. czerwiec 2015 , 08:37:53, ID (ip): 9e3cb7
 

 
Dodaj komentarz (rozwiń)
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Spedycje.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
 

SONDA

Jak oceniasz sytuację w swojej Firmie?