Czwartek, 25 maja 2017     Imieniny: Borysa, Magdy, Marii-Magdaleny» Dodaj ogłoszenie o pracę» Dodaj firmę do katalogu

Przejazd studyjny

Przejazd studyjnyO pendolino, trochę inaczej
Centrum Unijnych Projektów Transportowych (CUPT) wspiera tzw. beneficjentów w procesie przygotowania inwestycji transportowych i ich realizacji. Każda inwestycja kończy się okazaniem jej za pośrednictwem prasy branżowej. Tym razem CUPT zorganizował wizytę studyjną w Gdańsku, aby można było obejrzeć osiągnięcia w dziedzinie infrastruktury transportowej powstałe przy udziale unijnych dotacji.
Na zakończenie odbył się przejazd pociągiem „intercity expres premium”. Start nastąpił na dworcu Gdańsk-Wrzeszcz, który przeszedł ostatnio gruntowną metamorfozę.


Milion pasażerów na pokładzie Pendolino

Od czasu inauguracji pociągu Pendolino unikałem go jak mogłem. A mogłem wiele, bo nie jeździłem na długich trasach. Za to prawie codziennie jeżdżąc do pracy oglądałem dwa Pendolino mknące przez dworzec, na którym oczekiwałem na pociąg podmiejski. Moje nastawienie do Pendolino wynika z niechęci do przepłacania. Kupowanie zaś pociągu, który mógłby jechać z prędkością 250 km/h, podczas gdy tory umożliwiają maksymalną prędkość 160 km/h, oznacza przepłacanie. Proporcjonalne przy tym do oporu powietrza, którego nigdy nie będzie okazji pokonywać. Ale taki pociąg, to także luksus, który może podobać się pasażerom, nieświadomym kosztów tego luksusu.

W związku jednak z wizytą w Gdańsku celem obejrzenia zrealizowanych tam ostatnio projektów transportowych, była okazja by sprawdzić to cudo. Do tego na przejazd Organizatorzy zaprosili rzeczników prasowych Intercity, aby można było przedyskutować rozmaite kwestie dotyczące tego pociągu.
Na pierwszy ogień poszła – reklamowana w prasie i na peronach dworców – oplata dodatkowa do biletu przy próbie zakupu go u konduktora. Jak się okazało był to pomysł marketingowy zakorzeniony w tradycji kolejowej. W pierwszym odruchu potraktowano bowiem pasażera, który chciałby kupić bilet u konduktora – nawet przed ruszeniem pociągu – jako pasażera na gapę. Było to zagranie wbrew dotychczasowej praktyce, która „rozpuściła” pasażerów do tego stopnia, że wsiadało się do pociągu IC i czekało na konduktora.

Pamiętam szok, jaki dawno już temu przeżyłem, gdy po odnalezieniu konduktora na peronie dowiedziałem się, że już nie trzeba go szukać, bo sam przyjdzie. Zaraz potem jednak przywrócono mnie do „normy”, gdyż taki zwyczaj stosowano tylko w pociągach IC. Przewozy regionalne nadal kultywują poszukiwanie konduktora. Konduktorzy tych kolei wzięli na siebie misję przywoływania pasażerów do porządku. Dla ułatwienia konduktor jest zwykle w pierwszym wagonie. Ale może sprawdzać bilety w innych wagonach. Dlatego najlepiej odnaleźć go na peronie – skąd musi przecież dać sygnał do odjazdu – i uprzedzić go o chęci zakupu biletu. Po takim uprzedzeniu łagodnieje i nie domaga się opłaty karnej, bo dodatkową na fundusz socjalny, trzeba płacić.


W przypadku Premium powrócono do tej tradycyjnej „normy”. Podręcznikowe kategorie wizerunku firmy, spójności systemu i tym podobne „bzdety” potraktowano tak, jak kwiatek do kożucha. Intercity przeprowadziło całą kampanie reklamową, by uświadomić pasażerów traktowanych normalnie w innych pociągach tego przewoźnika, że w Premium są traktowani jak pasażerowie bez biletu i podlegają karze, która jest wielokrotnością czegoś tam. Z tego wynikała kwota 600 zł dopłaty u konduktora.
Do tego dorobiono pseudowyjaśnienia, że w Premium nie ma miejsca do stania i pasażer może się przewrócić w czasie jazdy. Ale jeśli w pociągu są jeszcze miejsca siedzące, to za co jest kara? Od wielu lat dodatkowa opłata za kupienie biletu u konduktora „idzie” na fundusz socjalny konduktorów. A ta na co?
Rzecznicy prasowi IC tłumaczyli te przepisy chęcią skłonienia pasażerów do wcześniejszego zakupu biletów. Tylko po co? Spółka IC nie doczepi dodatkowego wagonu, bo to nie taki pociąg, że można coś doczepić. Nie puści też drugiego składu bo nie ma wykupionego od PLK dostępu do trakcji. Poza tym przy zakupie przez Internet czy w kasie, nie rejestruje się pasażerów, którzy nie kupili biletu gdy już nie było miejsc.

Obecnie, po kilku miesiącach od inauguracji, oplata dodatkowa wynosi 150 zł gotówką na miejscu u konduktora – dla wygody klientów tę opłatę można oczywiście zapłacić kartą – albo 170 zł przy płatności przelewem. Znowu dziwactwo nie wiadomo skąd. Zatem?
Jak nie wiadomo o co chodzi, to w sumie wiadomo. Ale dzięki temu szydło wychodzi z worka. Najwidoczniej trzeba było wykazać się przyrostem liczby podróżnych. Trudno jednak było przypuszczać, że ludzie nagle zapragną jeździć do trójmiasta.
Choć może i warto. Choćby po to, aby zobaczyć pętlę tramwajowo-autobusową, na której można przesiąść się z autobusu do tramwaju na tym samym przystanku (!). Szczególnie zapraszani na wycieczkę są Warszawianie korzystający z pętli na Żeraniu.
  |str. 1| 2 | Następna
DODAJ DO: facebook Twitter
Wyślij tekst znajomemu Drukuj
Dodaj komentarz (rozwiń)
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Spedycje.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
 

SONDA

Jak oceniasz sytuację w swojej Firmie?