15 grudnia 2017

Logistyka » Pod znakiem logistyka

Warszawa 2030

Warszawa 2030Już dawno minęła cezura Jana Pietrzaka - trzydziestu paru lat i teraz może należałoby już myśleć o następnej trzydziestce. Wielu dawno to zrobiło. Akcja opracowywania strategii na rok 2030 była realizowana w różnych miastach na świecie na przełomie wieków. Warszawa robi to niemal za pięć dwunasta, ale robi. Jak dowiedziałem się z komunikatu w tramwaju, do końca miesiąca można było zgłaszać swoje uwagi do wizji Warszawa 2030. Zaś debata nad przygotowywaną strategią odbyła się 28 października.
Mimo niewielu lat, jakie pozostały, w gmachu Biblioteki Uniwersyteckiej nie dało się odczuć nerwowej atmosfery. Spokojnie rozpatrywano rozmaite zagadnienia z zakresu przestrzeni, energetyki, transportu, informacji i zdrowia. W żadnym z tych tematów nie ujęto wszystkich zagadnień, ani nie dowodzono, że poruszane zagadnienie jest najważniejsze w perspektywie najbliższych 15 lat.


Nowa zajezdnia tramwajowa w Poznaniu

W kwestii transportu podano kilka ciekawostek ze świata aut elektrycznych. Sformułowano tezę, że jest to najbardziej zrównoważony środek transportu na przyszłość. Jakoby zabiera najmniej zasobów z tego, co pozostawiamy przyszłym pokoleniom. Tylko, że warunki aby tak było nie są do zrealizowania. Nie podano jednak przesłanek do podjęcia zasadniczych strategicznych decyzji. Czy w 2030 będziemy mieli elektryczne stacje zasileniowe, o powierzchni 10 razy większej od dzisiejszych benzynowych, przy takiej samej gęstości? Czy też może słupki zasileniowe będą przy każdym miejscu postojowym?

A przecież już dziś należałoby rozpocząć wykupywanie terenów pod te stacje, albo rozpocząć rozkopywanie miast dla położenia tysięcy km kabli. Może to i dobrze. Jak już będzie wiadomo, że żadnej z tych strategii nie zdąży się zrealizować, aby dorównać innym państwom, może otworzą się możliwości dla zupełnie innych rozwiązań. Aby się do tego można było przygotować, złożyłem organizatorom konferencji moje stanowisko w sprawie transportu miejskiego, a warszawskiego w szczególności.

 
Moim zdaniem obecna komunikacja publiczna w Warszawie nie zasługuje jeszcze na to miano. Jest to raczej transport zbiorowy na wydzielonych obszarach. Potwierdzeniem tego jest chociażby nowa linia tramwajowa na Tarchomin .
Współcześnie wybudowana linia kończy się w środku olbrzymiego osiedla i mieszkańcy jego krańców muszą iść do domu na skróty przez pół godziny albo i dłużej. Mogą jeszcze jechać na około autobusem, ale zajmuje to tyle samo czasu. Jednak przedłużenie tej linii tramwajowej jest nieopłacalne, gdyż skorzystałoby z tego zaledwie kilka tysięcy mieszkańców, a to za mało.

O skomunikowaniu autobusów z tramwajami nie ma oczywiście mowy, bo przystanki są od siebie oddalone najdalej jak można i z zastosowaniem zasady, że tramwajowy jest przed, a autobusowy za skrzyżowaniem. Nic w tym dziwnego bo przewozem pasażerów zajmuje się Zakład Transportu, a nie – jak w innych miastach – Komunikacji (niedługo napiszę o tym jak w Gdańsku myślą o pasażerach).
Zanim jednak pasażerowie rozpoczną swój długi spacer do domu, to przyjeżdżają do końcowej pętli luksusowym pojazdem z klimatyzacją, wyświetlaczami reklam co dwa metry, sterowanym komputerowo z wygodnej kabiny. Drzwi oczywiście zamykają się zdalnie z kabiny motorniczego. Gdy ten postanowi ruszyć z przystanku, to żadne błagalne gesty nie skłonią go do ich otwarcia. Za to w środku można wsłuchiwać się w głos emerytowanego pracownika Wydziału Transportu Politechniki Warszawskiej zapowiadającego kolejne (czasem w kolejności odwrotnej) przystanki. Choć na tym nie kończy się udział tego Wydziału w kształtowaniu transportu publicznego, to o debacie o warszawskim transporcie za lat piętnaście jakoś cisza.
  |str. 1| 2 | Następna

Podaj adres email

Wprowadź treść komentarza


 
Arsped Sp. z o. o. 2009-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Zapoznaj się z polityką prywatności×