22 września 2017

Logistyka » Pod znakiem logistyka

Bilet

BiletW bardzo zamierzchłych czasach, warszawscy studenci rozszyfrowali kod, wg którego 9 bolców wycinało otwory w kasowanym bilecie komunikacji miejskiej. Dzięki temu mogli użyć bilet do następnego przejazdu, kiedy kod się powtórzył. Wtedy to w odległym Szczecinie kasowniki w tramwajach i autobusach drukowały na bilecie datę i godzinę, przez co bilety były do jednorazowego użytku.
Potem upłynęło wiele wody tak w Odrze jak i w Wiśle i drukowanie daty i czasu na biletach stało się normą. Za to zmniejszyła się liczba kiosków, w których możnaby zakupić bilet przed jazdą. Jednak wprowadzona w związku z tym sprzedaż biletów przez kierowców, była obwarowana tyloma warunkami, że zwykle wywoływało to scysje z pasażerami.


Warszawa 2030

Dlatego zaczęto montować w środkach komunikacji miejskiej automaty do sprzedaży biletów, jako uzupełnienie automatów stawianych na przystankach. Z konieczności musiały być one małe, przez co ich wadą było to, że pobierały tylko bilon. W Warszawie zbierałem po sklepach bilon, ale nie pamiętałem o tym w Szczecinie. Ale od czego jest uprzejmość niektórych kierowców? Jeden z nich wioząc mnie wczesnym rankiem zatrzymał autobus przy kiosku, w którym mogłem kupić bilet za papierową dziesiątkę i po skasowaniu w autobusie kontynuowaliśmy jazdę.
Tym nie mniej była to niewygoda. Dlatego mogło rozpocząć się w całym kraju wprowadzanie małymi kroczkami automatów biletowych, w których płaci się przy użyciu karty bankowej. Te małe kroczki polegają na tym, że w każdym mieście i w każdym pojeździe jest inaczej. Do tego nie ma to związku z tym co w danym tzw. systemie komunikacji miejskiej zrobiono dotychczas.
W efekcie np. w Warszawie takie automaty są tylko w niektórych autobusach. Napis na takim automacie informuje, że bilet jest od razu skasowany, ale nie informuje, że kupiony bilet czasowy nie pasuje do bramki w metrze i trzeba będzie przejść przez inną bramkę, przez którą przejście będzie karane.
W tym momencie Szczecin znowu poszedł do przodu i we wszystkich tramwajach i autobusach są już automaty na kartę. Dodatkowo można kupić bilet u kierowcy, jeśli akurat automat biletowy jest niesprawny. Np. nie wydaje biletów bo nie zresetował się na pętli końcowej.
Tak więc wybieramy rodzaj biletu, np. za 1 zł, przykładamy kartę i do pojemnika wpada wydrukowany bilet. Trzeba go jeszcze skasować w kasowniku, który nadrukuje datę i godzinę. Ale to nie koniec.
Po wydrukowaniu biletu automat przystępuje do drukowania potwierdzenia bez pytania, jak to z oszczędności dzieje się już w niektórych sklepach. Trwa to chwilę, po której nieprzywykłemu pasażerowi powiększają się ze zdziwienia oczy. Powierzchnia wpadającego do pojemnika potwierdzenia to 520 % powierzchni biletu (!)

Choć długość biletu jest równa szerokości potwierdzenia, to w automacie muszą być dwa podajniki papieru i dwie drukarki, bo na bilecie jest dodatkowo naklejony hologram. Papier jest gruby i dobrej jakości. To nie są świstki z kas fiskalnych, jakie są wydawane w sklepach.
Bez wątpienia potwierdzenie jest elegancko zaprojektowane. Mnóstwo ważnych treści – choć niepotrzebnych pasażerowi– odpowiednio pogrupowano, wycentrowano, zachowano odpowiednie odstępy, wzbogacono grafikami z logami firmy i pośrednika w płatnościach. Projektant tego dzieła dostał chyba wolną rękę, bo nie widać żadnej troski o oszczędzanie powierzchni wydruku. Gdyby np. zrezygnował z podwójnych odstępów, to potwierdzenie byłoby o 30 % krótsze. Ale po co, papier idzie przecież z rolki. Jednak przeżywa on ciągłą frustrację, bo jego praca w całości idzie do kosza.
Kupując swój bilet, z ciekawości wyjąłem z pojemnika cały plik nieodebranych potwierdzeń. Większość pasażerów nie pobiera tych potwierdzeń, które na końcowych przystankach są wyrzucane do kosza. A obsługa wkłada do automatu kolejną rolę papieru.

I dzieje się to w transporcie miejskim, który jest dotowany z podatków wszystkich obywateli. Teraz przynajmniej widać na co idą te podatki.
W 2011 r. za 288 tys. zł. policzono w Szczecinie pasażerów komunikacji miejskiej (po czterech latach liczenie powtórzono, ale już za 2 mln. zł.). Wtedy w dni powszednie było ich 456400. Gdyby tak co 10 pasażer kupował bilet – bo pozostali mają miesięczne – to dziennie wyrzucałoby się do śmieci 192 ryzy papieru po 500 kartek A4 każda. Taki tam mają gest ...

dr Józef Okulewicz

Podaj adres email

Wprowadź treść komentarza

 
Arsped Sp. z o. o. 2009-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Zapoznaj się z polityką prywatności×