17 sierpnia 2017

Logistyka » Pod znakiem logistyka

Bilet

BiletW bardzo zamierzchłych czasach, warszawscy studenci rozszyfrowali kod, wg którego 9 bolców wycinało otwory w kasowanym bilecie komunikacji miejskiej. Dzięki temu mogli użyć bilet do następnego przejazdu, kiedy kod się powtórzył. Wtedy to w odległym Szczecinie kasowniki w tramwajach i autobusach drukowały na bilecie datę i godzinę, przez co bilety były do jednorazowego użytku.
Potem upłynęło wiele wody tak w Odrze jak i w Wiśle i drukowanie daty i czasu na biletach stało się normą. Za to zmniejszyła się liczba kiosków, w których możnaby zakupić bilet przed jazdą. Jednak wprowadzona w związku z tym sprzedaż biletów przez kierowców, była obwarowana tyloma warunkami, że zwykle wywoływało to scysje z pasażerami.


Warszawa 2030

Dlatego zaczęto montować w środkach komunikacji miejskiej automaty do sprzedaży biletów, jako uzupełnienie automatów stawianych na przystankach. Z konieczności musiały być one małe, przez co ich wadą było to, że pobierały tylko bilon. W Warszawie zbierałem po sklepach bilon, ale nie pamiętałem o tym w Szczecinie. Ale od czego jest uprzejmość niektórych kierowców? Jeden z nich wioząc mnie wczesnym rankiem zatrzymał autobus przy kiosku, w którym mogłem kupić bilet za papierową dziesiątkę i po skasowaniu w autobusie kontynuowaliśmy jazdę.
Tym nie mniej była to niewygoda. Dlatego mogło rozpocząć się w całym kraju wprowadzanie małymi kroczkami automatów biletowych, w których płaci się przy użyciu karty bankowej. Te małe kroczki polegają na tym, że w każdym mieście i w każdym pojeździe jest inaczej. Do tego nie ma to związku z tym co w danym tzw. systemie komunikacji miejskiej zrobiono dotychczas.
W efekcie np. w Warszawie takie automaty są tylko w niektórych autobusach. Napis na takim automacie informuje, że bilet jest od razu skasowany, ale nie informuje, że kupiony bilet czasowy nie pasuje do bramki w metrze i trzeba będzie przejść przez inną bramkę, przez którą przejście będzie karane.
W tym momencie Szczecin znowu poszedł do przodu i we wszystkich tramwajach i autobusach są już automaty na kartę. Dodatkowo można kupić bilet u kierowcy, jeśli akurat automat biletowy jest niesprawny. Np. nie wydaje biletów bo nie zresetował się na pętli końcowej.
Tak więc wybieramy rodzaj biletu, np. za 1 zł, przykładamy kartę i do pojemnika wpada wydrukowany bilet. Trzeba go jeszcze skasować w kasowniku, który nadrukuje datę i godzinę. Ale to nie koniec.
Po wydrukowaniu biletu automat przystępuje do drukowania potwierdzenia bez pytania, jak to z oszczędności dzieje się już w niektórych sklepach. Trwa to chwilę, po której nieprzywykłemu pasażerowi powiększają się ze zdziwienia oczy. Powierzchnia wpadającego do pojemnika potwierdzenia to 520 % powierzchni biletu (!)

Choć długość biletu jest równa szerokości potwierdzenia, to w automacie muszą być dwa podajniki papieru i dwie drukarki, bo na bilecie jest dodatkowo naklejony hologram. Papier jest gruby i dobrej jakości. To nie są świstki z kas fiskalnych, jakie są wydawane w sklepach.
Bez wątpienia potwierdzenie jest elegancko zaprojektowane. Mnóstwo ważnych treści – choć niepotrzebnych pasażerowi– odpowiednio pogrupowano, wycentrowano, zachowano odpowiednie odstępy, wzbogacono grafikami z logami firmy i pośrednika w płatnościach. Projektant tego dzieła dostał chyba wolną rękę, bo nie widać żadnej troski o oszczędzanie powierzchni wydruku. Gdyby np. zrezygnował z podwójnych odstępów, to potwierdzenie byłoby o 30 % krótsze. Ale po co, papier idzie przecież z rolki. Jednak przeżywa on ciągłą frustrację, bo jego praca w całości idzie do kosza.
Kupując swój bilet, z ciekawości wyjąłem z pojemnika cały plik nieodebranych potwierdzeń. Większość pasażerów nie pobiera tych potwierdzeń, które na końcowych przystankach są wyrzucane do kosza. A obsługa wkłada do automatu kolejną rolę papieru.

I dzieje się to w transporcie miejskim, który jest dotowany z podatków wszystkich obywateli. Teraz przynajmniej widać na co idą te podatki.
W 2011 r. za 288 tys. zł. policzono w Szczecinie pasażerów komunikacji miejskiej (po czterech latach liczenie powtórzono, ale już za 2 mln. zł.). Wtedy w dni powszednie było ich 456400. Gdyby tak co 10 pasażer kupował bilet – bo pozostali mają miesięczne – to dziennie wyrzucałoby się do śmieci 192 ryzy papieru po 500 kartek A4 każda. Taki tam mają gest ...

dr Józef Okulewicz

Podaj adres email

Wprowadź treść komentarza

Ze względów bezpieczeństwa komentowanie artykułów wymaga potwierdzenia wpisu.
Państwa komentarz będzie wyświetlony po kliknięciu linku wysłanego na wprowadzony adres email.

 
Arsped Sp. z o. o. 2009-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Zapoznaj się z polityką prywatności×