Wtorek, 25 kwietnia 2017     Imieniny: Jarosława, Marka, Wiki» Dodaj ogłoszenie o pracę» Dodaj firmę do katalogu

„Sun cat”

[h]Skutkiem globalizacji jest nie tylko otwarcie świata dla produktów, ale także codzienna konieczność porozumiewania się z przedstawicielami różnych kultur, do czego niezbędne jest podobne rozumienie wspólnie używanych pojęć.[/h]

Czasem zdarza się, że w słoneczny dzień – raczej rano lub późnym popołudniem – wpadające przez okno promienie nadają oświetlonym przedmiotom wyjątkowej barwności. Jeśli w ten rozświetlony strumień jasności wejdzie rozleniwiony kotek przybierając zwyczajną kocią postawę, to powstaje chwilowy obraz, który może zachwycić swym niepowtarzalnym urokiem.

Jeśli obserwator znajdzie pod ręką aparat fotograficzny to - na ile to jest możliwe przy płaskiej fotografii - może tę chwilę uwiecznić, by delektować się jej widokiem w pochmurne dni lub gdy kotek zajmie się swoimi sprawami. Tylko jak nazwać to, co utrwaliło się na takim obrazie? W języku angielskim to zjawisko można nazwać „sun cat”.

Na podstawie relacji tego, kto to widział i fotografował można przypuszczać, że jego intencją było utrwalenie w tej nazwie widoku kota z jakimś odpowiadającym sytuacji przymiotnikiem. Mogłoby to być powiązane ze słońcem określenie „słoneczny”.

Jednak gdyby taka fotografia – np. poprzez Internet – dotarła do polskiego logistyka i zachwyciła go tym obrazem, to dla niego na fotografii będzie przedstawiony „kot słońc”. Tak bowiem przyzwyczaił się tłumaczyć angielskojęzyczne zestawienia rzeczowników.

Gdyby jeszcze na dodatek zechciał podzielić się swymi emocjami z kimś z Polski, to trochę słów a może i impulsów poszłoby na wyjaśnienie, dlaczego „słońc” skoro od długiego już czasu przyświeca nam tylko jedno słońce, no i skąd na słońcu „kot”. Przy odrobinie talentu powstałby może z tego dialog podobny do słynnej rozmowy telefonicznej o sęku.

Oczywiście nie tylko „osłonecznione” koty dostarczają emocjonalnych wzruszeń. W każdym zawodzie są takie zjawiska, które mogą być źródłem zadowolenia płynącego z ich obserwowania.

Gdy pierwsi logistycy wyszli poza mury swoich zakładów pracy, by synchronizować współdziałanie różnych przedsiębiorstw – na początek magazynowych i transportowych – ujrzeli nie tylko oddalone od siebie magazyny i bazy transportowe, ale także zachodzące pomiędzy nimi sekwencyjne zjawiska wzajemnej komunikacji, kiedy towar zmieniał miejsce pobytu.

To niespotykane dotąd zjawisko nasunęło natychmiastowe skojarzenia ze słowem „chain” nie tylko ze względu na zachodzące sekwencje zdarzeń, ale także na siłę wzajemnych powiązań i elastyczność całej konstrukcji. Ale nie to było wyróżniającą cechą zjawiska.

O specyfice tego związku świadczyły przemykające pojedynczo i grupkami towary, które dzięki łańcuchowym powiązaniom docierały od dostawcy do odbiorcy. Bez tych dostaw cały łańcuch nie tylko byłby zbędny – gdyż uzasadniają one jego istnienie – ale nie niósłby żadnych emocji. Dopiero świadomość, że dzięki temu łańcuchowi ktoś może stać się użytkownikiem dostarczonych mu przedmiotów, może skłaniać do estetycznej refleksji nad pięknem tego zjawiska. Dlatego wyrażeniem dobrze określającym tę zachwycającą całość jest „supply chain”.

Henry Ford postrzegał oczyma wyobraźni „supply chain” dużo wcześniej, bo w czasach gdy nieporadny Ford T dopiero co wyruszył na szlaki. Już wtedy widział on powiązanie pól kauczukowych z garażem właściciela pojazdu.

  |str. 1| 2 | Następna
DODAJ DO: facebook Twitter
Wyślij tekst znajomemu Drukuj
Dodaj komentarz (rozwiń)
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Spedycje.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
 

SONDA

Jak oceniasz sytuację w swojej Firmie?