Wtorek, 25 kwietnia 2017     Imieniny: Jarosława, Marka, Wiki» Dodaj ogłoszenie o pracę» Dodaj firmę do katalogu

Spotkanie światów

[h]U podstaw wszelkiego dostarczania leży chęć wyekwipowania człowieka w brakujące mu dobra.[/h]

Jednak określenie istoty tej działalności to zaledwie pierwszy krok na drodze do wyliczenia wszystkich zadań z tym związanych. Jest to zarazem krok najłatwiejszy gdyż dokonuje się go wyłącznie w umyśle poprzez abstrahowanie od konkretnych przejawów dostarczania dóbr. Podstawową przeszkodą jest przeniesienie tych rozważań do rzeczywistości.

Z podobnym problemem spotykamy się na co dzień przy próbie przeniesienia abstrakcyjnej wiedzy do rzeczywistości tak by stanowiła ona w niej prawdę. Dopiero upowszechnienie Internetu – obniżając najogólniej rozumiane koszty upowszechniania wiedzy – uwypukliło wiążące się z tym trudności, czasem w całkiem nieoczekiwanych okolicznościach.

Dzięki powstaniu Internetu współistnieją od pewnego czasu dwa światy życia kulturalnego. Jeden tradycyjny bazujący na rzeczach dotykalnych i widzialnych, a drugi funkcjonuje tak, że zobaczyć można obraz na komputerowym ekranie, a dotknąć co najwyżej klawisze na klawiaturze lub na myszce. Reszta musi rozgrywać się w umyśle i wyobraźni uczestników tego świata. Podstawowym świadectwem ich realności staje się zdolność do rozpoznawania wartości tego, co dociera do nich za pośrednictwem tych wyświetlanych na ekranie znaczków.

Kulturowo nie jest to nic nowego, gdyż dawniej także świat realny przeplatał się ze światem wirtualnym, choć środki techniczne umożliwiające to były całkiem inne niż dziś. Niczym dziwnym było spotkanie na Krakowskim Przedmieściu spacerującego Aleksandra Głowackiego, a potem czytanie kolejnego artykułu pisanego piórem Bolesława Prusa.

Traktując Internet jak ogólnoświatową tablicę ogłoszeniową można go np. wykorzystać do wypromowania książki interesującej dla jakiejś grupy zawodowej a pojawiającej się w świecie realnym. W zamian jednak za zaproszenie potencjalnych czytelników na realne spotkanie z autorami, Internet domaga się możliwości publikowania wypowiedzi czytelników na temat książki.

Umożliwia to rozwinięcie się – utrudnione w świecie realnym – dyskusji wokół ważnych dla środowiska szczegółów zawartych w książce i każdy, kto chce może dorzucać do niej swoje trzy grosze. W celu rozwiązania pojawiających się w trakcie wymiany poglądów kontrowersji, może jednak powstać pomysł spotkania w świecie realnym, gdzie funkcjonuje książka.

Gdyby – nie bacząc na rozmaite wątpliwości i obawy – dokonanoby próby takiego spotkania światów, to zapewne zamiast utrzymać konwencję ze świata wirtualnego i zachować stosowane tam identyfikatory, przyjętoby zasady świata realnego, gdzie przyzwyczajono się do występowania pod identyfikatorem zapisanym w dowodzie osobistym.

Jednak w efekcie takiego zabiegu wirtualna dyskusja, w której przy okazji merytorycznych sporów można było sobie pozwolić na rozmaite głupotki, musiałaby przyjąć formę poważnej dyskusji realnej. Nadal przypisuje się większą wagę ustaleniom zapadającym przy realnym stole. Zapomina się jednak, że jest tak ze względu na rozmaite wzajemne zależności pomiędzy realnymi ludźmi, nad czym czuwa prawo i jego strażnicy.

Te zależności mogą wpływać na przebieg realnego spotkania w sposób niekoniecznie zgodny z intencjami potencjalnych jego uczestników. Za cenę powagi wypowiedzi i realnej odpowiedzialności za słowo, czasem bardziej trzeba zwracać uwagę na istotne w świecie realnym pozornie niedostrzegalne względy uboczne.

Mogłoby się zdarzyć tak, że na propozycję jednego z recenzentów takie spotkanie odbyłoby się na terenie instytucji o wysokiej randze merytorycznej. Gwarantowałoby to uczestnikom odpowiednią nobilitację uzasadniającą prywatny przecież przyjazd. Do tego mogłoby jeszcze dojść, że prowadzący spotkanie byłby także pracownikiem tej instytucji. Takie nagromadzenie czynników pozamerytorycznych – pomimo niekwestionowanego autorytetu zawodowego tych osób – mogłoby już wpłynąć nie tylko na przebieg spotkania ale i na jego wynik.

Mogłoby to np. spowodować, że na wskazywanie błędów w książce przeznaczonoby 10/120 czasu spotkania, a na wyjaśnienia autorów jeszcze mniej bo tylko 5/120. Resztę zaś czasu, tzn. 105/120, czyli 87,5%, wykorzystanoby na pomniejszanie wagi uwag krytycznych i na podkreślanie wartości całej książki i pożytków płynących z jej lektury. Bez wątpienia świadczyłoby to o tym, że jest to dobra książka. A, że sobie podyskutowano, to dla przyjemności.

X Polecamy artykuł:
Majówka w branży logistycznej
  |str. 1| 2 | Następna
DODAJ DO: facebook Twitter
Wyślij tekst znajomemu Drukuj
Dodaj komentarz (rozwiń)
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Spedycje.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
 

SONDA

Jak oceniasz sytuację w swojej Firmie?