23 lipca 2017

Logistyka » Pod znakiem logistyka

Podsumowanie etapu

[h]Punktem wyjścia zaprezentowanych rozważań o logistyce była refleksja nad tym, jak to jest możliwe, że trzeba i można coś komuś dostarczać.[/h]

Dzięki przeniesieniu akcentu z dostawcy na odbiorcę dóbr stało się jasne, że tym co odróżnia procesy logistyczne od innych jest po pierwsze sposób ich powstawania przy uwzględnieniu podmiotowości odbiorcy, a po drugie - integracyjne podejście do systemu logistycznego.

System logistyczny - tak jak każdy inny - składa się z elementów i relacji. Służy on do realizacji przyjętej koncepcji logistyczne, obejmującej model odbiorcy, rodzaj dobra i sposób jego dostarczania. Zaś proces logistyczny - też jak każdy inny - to następstwo zmian stanu systemu. Powstaje w wyniku działań logistyka jako coś, co może być postrzegane potem jako „łańcuch dostaw”, „łańcuch zaopatrzeniowy” czy inny łańcuch lub sieć łączące dostarczane dobro z potrzebami odbiorcy.

W takim ujęciu logistyka nie tylko uwalnia się od obciążeń z przeszłości, ale także nie ulega zwodniczemu urokowi „supply chain”.

Okazuje się przy tym, że mimo współczesnej fascynacji „supply chain management” ostrożność jest wskazana. Współcześnie w Internecie można znaleźć już materiały uzasadniające tezę, że „Logistyka to nie łańcuch” [http://www.insourceaudit.com/WhitePapers/macro_micro_logistics.asp, 2002], gdyż ten usztywnia funkcjonowanie firmy, w przeciwieństwie do logistyki, którą nadal postrzega się jako czynnik dynamizujący firmę. Także w przeszłości można znaleźć ważne ostrzeżenia.

Zaglądając niedawno do ściągniętych kiedyś z biblioteki, ale przeoczonych materiałów znalazłem artykuł pt. Integrated logistics - Call in the Revolutionaries!” („Logistyka zintegrowana – wołanie o rewolucjonistów!”) opublikowany w 1997 r. w International Journal Management Science, vol. 25, no. 6, p. 605-618.

Wtedy jeszcze jako definicję logistyki przyjmowano propozycję CLM wyprowadzaną z analizy fizycznej dystrybucji materiałów, wg której logistyka jest procesem planowania, wdrażania i sterowania. Dziś już wiadomo, że jeszcze tego samego roku definicja ta uległa zmianie poprzez wprowadzenie „supply chain”, jako rodzaju otoczki w jakiej jest realizowana logistyka. Ponadto wiadomo, że obecnie określenie to odnosi się do zarządzania logistycznego.

Wówczas to autorzy - Bridget Mears-Young i Mike C. Jackson - zgłosili zasadnicze wątpliwości wobec kształtującego się tzw. „nietradycyjnego” ujęcia logistyki, a które dziś uważa się za dominujące. Okazuje się jednak, że jego słabości dostrzegano już dużo wcześniej i to z pozycji zupełnie niespodziewanych.


Dla niemal wszystkich były już wówczas oczywiste niedoskonałości wcześniejszego podejścia w logistyce. Tzw. „tradycyjni” logistycy skarżyli się, że ponoszą konsekwencje nie swoich decyzji. Niezadowolenie wynikało z tego, że muszą odpowiadać za coraz więcej – bo właśnie tworzyły się podwaliny „łańcuchów dostaw” – a nie mają żadnego wpływy na postać i zakres realizowanych zadań. Mieli tylko dostarczać coraz szybciej, skuteczniej i taniej.

Dążyli zatem do uzyskania formalnej władzy, aby odpowiadała ona ponoszonej przez nich odpowiedzialności. Oczywiście już nie jako logistycy, lecz jako – coś więcej – czyli „supply chain managers”. Jako „gratis” dawaliby obietnicę przewagi konkurencyjnej nad innymi, którzy zaoferowali swoim klientom niższy poziom obsługi oraz spełnianie marketingowych obietnic.

Jednak – zdaniem autorów artykułu – wchodząc na poziom strategiczny logistycy zachowywali swoją dotychczasową filozofię myślenia. Postawę zarówno „tradycyjnych” jak i „nietradycyjnych” logistyków określono jako „funkcjonalizm”, czyli coś na skrzyżowaniu naukowego obiektywizmu i społecznego porządku. Za jedną jak i drugą kryje się ta sama chęć wykorzystania formalnych zależności dla osiągnięcia celu. Z tego względu obiecywany cel jest zbyt mało wartościowy, by zapłacić za niego oddaniem pełni władzy formalnej w przedsiębiorstwie.

W jednym ze znanych mi przedsiębiorstw dystrybucyjnych wprowadzono jakiś czas temu modernizację, której skutkiem było wydłużenie czasu operacji magazynowych o kilkanaście procent. Ponieważ autorem modernizacji był członek zarządu - czyli logistyk na poziomie strategicznym – to odpowiedzialnością za opóźnienia, które pojawiły się po tym usprawnieniu procesu, obciążano robotników. Ci zaś broniąc się przed tym, wykorzystali zdobywane na studiach wiadomości i wykazali, że to wprowadzona modernizacja musiała spowodować spowolnienie pracy.

Uzyskali tyle, że skończyło się pomawianie ich o opieszałość, ale z modernizacji nie zrezygnowano. Nie było komu tego zrobić, bo przecież wprowadzał ją członek zarządu.

  |str. 1| 2 | Następna

Podaj adres email

Wprowadź treść komentarza

Ze względów bezpieczeństwa komentowanie artykułów wymaga potwierdzenia wpisu.
Państwa komentarz będzie wyświetlony po kliknięciu linku wysłanego na wprowadzony adres email.

 
Arsped Sp. z o. o. 2009-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Zapoznaj się z polityką prywatności×