22 października 2018

Transport i Spedycja » Analizy i raporty

Grupa Wyszehradzka w kryzysie

Grupa Wyszehradzka w kryzysieO Międzymorzu, Nord Stream II, bazach NATO, płacy minimalnej dla kierowców, gospodarce i niewolnictwie…
Nie milkną echa i komentarze po decyzji polskich władz by poprzeć tzw. „kwoty” emigranckie rozlokowane po całej Europie. Państwa regionu – Polska, Czechy, Słowacja i Węgry (ale również Rumunia) do końca negocjacji były przeciwne narzucaniu odgórnie takich postanowień. Finlandia wstrzymała się od głosu. Polskie władze z tego „układu” się wyłamały i poparły decyzję głosując „pod rękę” z Niemcami forsującymi właśnie takie rozwiązania. Pojawiają się głosy takie jak MSW Czech, iż „Polska jest przystawką. Od dzisiaj będzie tylko V3” (czyli „Wyszehrad” bez Polski). Na poczytnym czeskim portalu internetowym „idnes.cz” zachowanie Polski nazwano „zdradą” - "Polacy nas zdradzili, już nie V4 tylko V3!".




Mur na granicy węgierskiej zmienił trasę uchodźców

W podobnym tonie wybrzmiewają komentarze z innych pozostawionych państw. W ujęciu geopolitycznym i geostrategicznym to kolejne kłody pod nogi dla zwolenników koncepcji „Międzymorza”. Przedwojenna koncepcja budowania koalicji państw wciśniętych między Niemcami a Rosją pod przewodnictwem Polski - tym razem na odcinku południowym kolejny raz ponosi klęskę i coraz trudniej będzie podnosić takie pomysły na forum regionu Środkowej Europy. Przeciwnicy tej koncepcji mogą triumfować i znowu twierdzić, iż były li tylko „fantasmagoriami” – jest tylko jeden problem, nie czynią tego. Znani ze swych „realistycznych”, szumnie nazywanych „piastowskimi” poglądów na wektor polskiej polityki zagranicznej również krytykują decyzję polskich władz. Czyli coś nas, jednak połączyło…

Na tej geostrategicznej szachownicy układ wyglądał następującą:
Z jednej strony mamy Republikę Federalną Niemiec, która chciała podzielić 120 00 uchodźców na inne państwa. Pomijając sam fakt braku humanitaryzmu w rozdysponowywaniu ludzkim życiem w ten sposób (wbrew woli gdzie chcą jechać) to był to plan forsowany przez Niemcy i plan ostateczni wprowadzony w życie przynajmniej na poziomie formalnym (praktycznie „Wyszehrad” będzie protestował w Trybunale Sprawiedliwości). Niemcy - kraj, który w ostatnim czasie doprowadził do kilku kryzysów z polską dyplomacją (o czym, o zgrozo, już się nie pamięta).




1 - Niemiecka polityka gospodarcza to agresywna osłona własnego rynku – i trudno mieć o to pretensje, raczej można Niemcom pozazdrościć konsekwencji. Problem w tym, iż ta agresywna polityka gospodarcza uderza w polskie interesy czego dowodem były kryzys związany z MiLoG, czyli niemiecką płacą minimalną narzuconą polskim firmom przewozowym. Dla tych, którzy nie pamiętają – przypominam, właściciel polskiej firmy transportowej musiałby płacić płacę minimalną (na standardy niemieckie) swojemu pracownikowi czyli kierowcy i… tłumaczyć się z działalności gospodarczej przed niemieckim organami państwa. Nie tylko sam pomysł uderzał w polskie interesy ale i „podbijał” stawkę w całej Europie czyli może ostatecznie doprowadzić do zniszczenia firm transportowych w całym regionie. Wystarczy, że każdy kraj „starej Unii” wzorem Niemców wprowadzi takie rozwiązania i transport w „nowej Unii” ma problemy. Ale to nie wszystko – można przywołać również kryzys z przemysłem stoczniowym.

2 – Nord Stream II. Ze względu na kryzys związany z Ukrainą i możliwością eskalacji wojny np.: na państwa bałtyckie (czego nie można wykluczyć choć po zaangażowaniu się w Syrii może to być opóźnione) Niemcy zabezpieczają swoje (robiąc przy okazji „biznes” z Moskwą) interesy energetyczne. Nord Stream II to polisa ubezpieczeniowa na wypadek eskalacji wojny. Tym sposobem zachód Europy via Niemcy będzie miał dostęp do gazu a Europa Środkowo-Wschodnia będzie uzależniona od szantażu energetycznego – jak będziecie niepokorni to Wam „zakręcimy kurek”. „Zachód” już nie będzie musiał „umierać” za miasta na Wschodzie bo będzie miał dostęp do surowców z Rosji. I to nie jest tylko moja opinia, kwestią Nord Stream 2 „straszył” również Jerzy Buzek nazywając go w wywiadzie dla RMF FM „zagrożeniem dla naszego bezpieczeństwa energetycznego”. Ponadto uznał on to zagrożenie za „o wiele większe od fali uchodźców”.



3 – bazy NATO i polityka wobec Rosji. Niemcy, choć oficjalnie popierały sankcję i politykę względem „wojującego” Putina to czyniły to raczej z uwagi na światową opinię publiczną. Interesy Berlina i Moskwy są zbieżne czego dowodem jest choćby rurociąg o którym wyżej pisałem. Polityka ostatnich lat w wykonaniu RFN to kontrakty w Rosji, kontakty najwyższych oficjeli ze stroną rosyjską – Gerhard Schroeder w Gazpromie, ponad koalicyjny SPD to partia z gruntu prorosyjska i przeciwna sankcjom. Interesy niemieckiego biznesu w Rosji to siła nacisku, która nie pozwoli i nie pozwoliła na zmianę kursu niemieckiej dyplomacji (z resztą państwa poważne takiego kursu zazwyczaj nie zmieniają). Jak pisała wyborcza.pl – niemiecki koncern BASF sprzedał swoje udziały w Wingas Gazpromowi. Wingas jest gigantem w sprzedaży gazu na terenie Niemiec. Z kolei BASF otrzymał za to złoża gazu… na Syberii. Firma ta ponadto jest udziałowcem w rurociągach Nord Stream i South Stream. Widać tutaj zatem pełną gospodarczą symbiozą i to w strategicznym sektorze energetycznym. To nie wszystko. W W USA po przegranej przez Demokratów wyborach i w obliczu wojny na Ukrainie coraz głośniej mówiło się aby ulokować we wschodniej flance NATO bazy sojuszu. Zabiegała o to Polska – na ile polskie władze o tym mówiły a na ile realnie działały tego nie wiemy. Administracja Obamy, która od początku nie kryła swego „resetu” z Rosją raczej pozostawiła te pomysły tylko na poziomie retoryki i „obiecanek”. Natomiast sama koncepcja rozlokowania baz NATO na wschodniej flance sojuszu ma gorącego przeciwnika w postaci Niemiec. Dla nas bazy NATO mają być właśnie tym czym dla Niemiec Nord Stream 2 – w razie wojny nasze interesy mają być zabezpieczone i by nikomu nie przyszło do głowy nas atakować. Berlin ma swoją energetyczną polisę na wypadek dalszej agresji Rosji…

Okazuję się zatem, iż to co uderza w polskie interesy jest znaczącą częścią składową niemieckiej polityki. Już samo to powinno spowodować refleksję nad wspieraniem polityka Berlina. Zważywszy, iż bitwa dotyczy ludzi, którzy chcą jechać do Niemiec (w większości) i z uwagi na Konwencję Dublińską (muszą zostać uznani za uchodźców) oraz groźby Niemiec, że w razie ucieczki z kraju rozlokowania takich rodzin do Niemiec oni je deportują do kraju „przeznaczenia” – to jest to na wskroś współczesne niewolnictwo. Uchodźcom, którzy ratowali swoje życie przed wojną należy pomóc ale nie wolno ich niewolić tam, gdzie nie chcą mieszkać. Zatem nawet jeśli argumentujemy głosowanie „za” kwestiami humanitarnymi to jest to dość wątpliwe.



Z drugiej strony mamy koalicję krajów regionu – Czechy, Słowacja, Węgry i Rumunia. Państwa owe również realizują własną politykę i nie zawsze po drodze z polskim interesem narodowym. W obliczu wojny na Ukrainie prowadziły politykę neutralną (Rumunia, Słowacja) lub prorosyjską (Czechy) czy biznesową (Węgry, budowa elektrowni). W wielu aspektach głosowań również te kraje mogłyby głosować w interesie Niemiec. Podobnie jak kiedyś idea „Międzymorza” na odcinku północnym miała problem z Litwą, wschodnim z Ukrainą czy południowym np.: właśnie z Czechami. Wszelako wina leży raczej po niekonsekwencji strony polskiej niż tych partnerów. Pamiętać, jednak należy, że jeśli Czechy będą realizowały politykę zbieżną z Rosją to w relacji Słaby-Silny, czyli względnie nieszkodliwą. W relacji Silny-Silny, czyli układu Niemiec z Rosją realnie są zagrożone interesy Europy Środkowej. To jest realny problem. Polsce – co jest chyba największym naszym błędem tej epoki, nie udało się wybić na lidera regionu takiego formatu, który mimo wielu różnic (w polityce historycznej, w stosunku do państw ościennych) byłby w stanie ogniskować i ściągać te kraje w stronę Warszawy. To było do zrobienia – wystarczyło jak kropla drążąca skałę finansować polityczne i kulturalne inicjatywy w każdym z tych państw i robić to tak długo i konsekwentnie aż opinia publiczna u naszych potencjalnych sojuszników wymogłaby taką koalicję. Wszelako z faktu, iż ostatecznie takiej koalicji nie udało się zawiązać nie oznacza wcale, iż głosy tych państw nie mogłyby nas wspomóc. Skoro Grupa Wyszehradzka mówiła jednym głosem w sprawie uchodźców (gł. w interesie Węgier, które z falami uchodźców mają najwięcej do czynienia) to należało poprzeć jej głos tak aby mówiła… jednym głosem ws. baz NATO – czy innej polskiej inicjatywy, którą chcielibyśmy przeforsować. Na bazy NATO Niemcy się nie zgodzą bo nie po to budują Nord Stream II by teraz odwracać wektor swojej dyplomacji. Ponadto w dyplomacji i negacjach ważne jest zachowanie „twarzy” i walczenie o własny interes do końca – wiedział to Talleyrand na Kongresie Wiedeńskim gdy nie pozwolił „sprzedać” Francji i mimo tego, że sam przyczynił się do jej upadku to z państwa przegranego w wojnie ze światową koalicją pozostało ono silnym graczem europejskim z niezachwianym potencjałem. Maestria dyplomacji nie polega zatem na tym by dogadać się z silnym ale mu się postawić i również wyjść jako silny od stołu negocjacyjnego. Skoro Grupa Wyszehradzka miała być monolitem w negocjacjach a Polska z tego się wyłamała to już nie ma raczej czego w „niej szukać”. Stąd głosy o „V3”. Natomiast jeżeli liczymy, że "nic straconego" bo Niemcy nam pomogą przy inicjatywach o których pisałem to jest to wyjątkowo naiwne. Bacznie powinniśmy się przyglądać wyborom w USA - gdyby reprezentant Republikanów został Prezydentem to Amerykanie mogą wylać Angeli Merkel kubeł zimnej wody na głowę a wtedy Grupa Wyszehradzka będzie potrzebna Waszyngtonowi. Oby jeszcze udało się odbudować wiarygodność w ramach tej grupy.

Michał Bruszewski
Za: wpolityce.pl/wyborcza.pl/foxnews.com/news24.com/niezalezna.pl
zdj:wikimedia commons/freeimages.com

Podaj adres email

Wprowadź treść komentarza


 
Arsped Sp. z o. o. 2009-2018 Wszelkie prawa zastrzeżone
Zapoznaj się z polityką prywatności oraz zasadami przetwarzania danych osobowych×