18 sierpnia 2017

Wiadomości » Wywiady

Konwoje na Ukrainę - wywiad z ekspertem

Konwoje na Ukrainę - wywiad z ekspertemO pomocy humanitarnej i konwojach na Ukrainę - wywiad z Przemysławem Miśkiewiczem ze Stowarzyszenia Pokolenie.
„W połowie września 2014 kupiliśmy wraz z innymi organizacjami, które z nami współpracują dziesięć samochodów terenowych z przeznaczeniem dla batalionów ochotniczych, walczących na wschodzie Ukrainy. Oczywiście samochody zostały wyładowane pomocą dla uchodźców i żołnierzy wraz z kilkoma jeszcze samochodami prywatnymi w prawdziwym konwoju wyruszyliśmy do Kijowa. Tam, które były przeznaczone na wschód zostały przekazane bezpośrednio do oddziałów, a reszta wraz z zaopatrzeniem pojechała na wschód w konwoju organizowanym już dalej przez służby ukraińskie. Dotarliśmy do kilku obozów dla uchodźców - między innymi do Charkowa i Słowiańska” – ekspert dla spedycje.pl


Od dzisiaj zapłacisz kartą na A4 Katowice-Kraków


Michał Bruszewski: Ile już zorganizowaliście konwojów na Ukrainę i co woziliście?

Przemysław Miśkiewicz
: Zależy jak podejść do tematu. Klasyczny konwój, w rozumieniu dosłownym tego słowa był tylko jeden. W połowie września 2014 kupiliśmy wraz z innymi organizacjami, które z nami współpracują dziesięć samochodów terenowych z przeznaczeniem dla batalionów ochotniczych, walczących na wschodzie Ukrainy. Oczywiście samochody zostały wyładowane pomocą dla uchodźców i żołnierzy wraz z kilkoma jeszcze samochodami prywatnymi w prawdziwym konwoju wyruszyliśmy do Kijowa. Tam, które były przeznaczone na wschód zostały przekazane bezpośrednio do oddziałów, a reszta wraz z zaopatrzeniem pojechała na schód w konwoju organizowanym już dalej przez służby ukraińskie. Dotarliśmy do kilku obozów dla uchodźców- między innymi do Charkowa i Słowiańska, oraz do wielu miejsc stacjonowania „dobrowolców”. Wcześniej po drodze przekazaliśmy we Lwowie dary dla polskich dzieci mieszkających w okolicach Lwowa. Samo wydarzenie niespecjalnie przebiło się w polskich mediach, jednakże na Ukrainie było w czołówkach wszystkich serwisów informacyjnych. Oczywiście nie dlatego, że ta pomoc mogła przechylić szalę wojny. Nasza akcja: Jestem Polakiem pomagam Ukrainie miała jednak bardzo mocny charakter symboliczny. Społeczeństwo polskie wraz z organizacjami pozarządowymi samo się zorganizowało żeby pokazać Ukraińcom, że wspieramy ich w walce. To miało bardzo duże znaczenie dla ludzi, którzy jednak czują się przez świat opuszczeni.

Rosja na czarnej liście krajów piorących brudne pieniądze?

Ale oczywiście nasza pomoc nie ograniczała się do tego jednego konwoju. Ja sam byłem w zeszłym roku na Ukrainie kilkunastokrotnie zawsze zawożąc albo pomoc rzeczową, albo finansowa. Ale po kolei. Nasza aktywność na kierunku ukraińskim zaczęła się w połowie stycznia, rok temu. Kiedy ogłosiliśmy pierwsza zbiórkę darów i podaliśmy konto do wpłat nie przypuszczaliśmy, że to zdeterminuje naszą aktywność na cały rok. W styczniu zeszłego roku udało nam się zintegrować kilka środowisk w Warszawie, Wrocławiu, Poznaniu, Krakowie i Jastrzębiu i w ciągu kilku dni zebraliśmy osiem ton odzieży i lekarstw. Myślę, że warto w kilku zdaniach opisać pierwszy transport, który co prawda od dowiezienia wszystkiego różnymi samochodami do Lublina, nie był przez nas organizowany, ale historia jego jest bardzo ciekawa.

Dowiedzieliśmy się, ze w Lublinie pomocą dla Ukrainy zajmuje się ksiądz grekokatolicki Stefan Batruch. Dostarczyliśmy wszystko bagażówkami do Lublina i transport wyruszył na Kijów. Tir załadowany ciepłymi ubraniami, lekarstwami i żywnością został zatrzymany na granicy przez służby ukraińskie i nie dostał zgody na wjazd ze względu na brak jakichś dokumentów. W związku z tym wszystko zostało rozładowane i przewiezione samochodami i za pomocą „mrówek”. Tir przejechał na druga stronę i załadowany ponownie pojechał w kierunku Kijowa. Niestety po kilkunastu kilometrach został zawrócony do Lublina. Trzeba było postarać się o kolejne papiery i ponowić próbę po kilku dniach. Tym razem udało się dojechać do Kijowa, ale tam nie było zgody na dostarczenie rzeczy na Majdan. Wszystko po rozpakowaniu zostało złożone w magazynie i zaplombowane. Widać jednak, że opatrzność czuwała nad tym transportem. W początkach lutego na Majdanie nie brakowało ani odzieży, ani żywności, jednak sytuacja zmieniła się po pacyfikacji 18. i 20. lutego kiedy wszystko spłonęło. Wtedy właśnie Samoobrona Majdanu „odbiła” nasze dary i przewiozła wszystko na Majdan. W transporcie było m.in. kilkadziesiąt łóżek polowych, które stały się zalążkiem pierwszego szpitala polowego.



Dzieci ukraińskie, polskie rodziny na Ukrainie, Gwardia Narodowa, szpitale – beneficjenci Waszej pomocy to bardzo różne grupy i miejsca. Macie jeszcze pomysły na pomoc dla innych grup w innych miejscach Ukrainy?


Wydaje mi się, że obecnie powinniśmy raczej zawężać i ukonkretniać pomoc. Od dłuższego czasu zresztą wozimy wszystko pod konkretne zamówienia. Jeżeli robi się to spontanicznie, jak na początku, to niestety częstokroć, ludzie przynoszą na zbiórki rzeczy, które zalegają im w szafach. Teraz w grudniu robiliśmy kolejną zbiórkę ciepłych rzeczy dla uchodźców- jest ich w tej chwili na Ukrainie ponad pół miliona, kolejne pół jest w obozach na terenie Rosji. Tym razem dzięki uprzejmości zaprzyjaźnionej firmy mieliśmy profesjonalny magazyn w którym segregowaliśmy rzeczy i oddzielali to co może się przydać od tego czego wysyłać nie należało. Byliśmy w stałym kontakcie z organizacją charytatywna kościoła prawosławnego autokefalii kijowskiej. Dlatego wiedzieliśmy, że żaden z trzech transportów, który pojechał do Lwowa nie wiezie rzeczy zbędnych. Sytuacja na Ukrainie jest bardzo trudna i niestety nie da się pomóc wszystkim. Dlatego z czasem chcemy wziąć pod opiekę jeden obóz i do nich wysyłać rzeczy. Wiemy, że nie ma sensu wysyłanie żywności bo jest na Ukrainie tańsza a wraz z kosztami przewozu byłoby to całkiem bezsensowne. Ale takie rzeczy jak środki higieny, pampersy, mleko w proszku itp. przydadzą się w każdej ilości. Ale tych rzeczy nie da się zbytnio dostać w darze i trzeba je kupić, dlatego tak ważna jest zbiórka pieniędzy. Podobnie sytuacja ma się z pomocą dla Gwardii Narodowej. Obecnie kupujemy wszystko pod konkretne zamówienia. Co z tego, ze okazyjnie można kupić gdzieś sto par butów po 50 złotych. Potem okazuje się, ze buty nie sprawdzają się w niskich temperaturach - a na wschodzie było w tym roku już do minus 30 stopni, albo, że w danym oddziale nie ma osób, które miałyby takie numery. Dlatego będąc w kontakcie bezpośrednim z poszczególnymi batalionami kupujemy: buty, kurtki, odzież termiczną itp. pod konkretne zamówienia.
  |str. 1| 2 | Następna

Podaj adres email

Wprowadź treść komentarza

Ze względów bezpieczeństwa komentowanie artykułów wymaga potwierdzenia wpisu.
Państwa komentarz będzie wyświetlony po kliknięciu linku wysłanego na wprowadzony adres email.

 
Arsped Sp. z o. o. 2009-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Zapoznaj się z polityką prywatności×