28 maja 2017

Wiadomości » Wywiady

Ceną za Syrię będzie porzucenie sankcji

Ceną za Syrię będzie porzucenie sankcjiWywiad z profesorem Markiem Janem Chodakiewiczem. „Trasa bułgarska nie jest popularna. Uchodźcy wiedzą, że na Ukrainie jest wojna, a poza tym świadomi są, że wszystko blokują Karpaty. Trasa przez zachodnie Bałkany jest najbardziej logiczna. Jednak gdyby Bułgarzy podstawili darmowe pociągi, a Ukraińcy je przepuściliby, to mielibyśmy na wschodniej granicy kolejny kryzys” – o kryzysie z uchodźcami i imigrantami ekspert z Uniwersytetu Virginia.



Na granicach, na razie spokój...

Michał Bruszewski: Panie Profesorze, ze względu na problem uchodźców i imigrantów przedostających się do Europy temat Ukrainy został wyciszony. Obecnie Rosja angażuje swoje siły militarne w Syrii i coraz częściej mówi się o tym, iż za cenę spokoju na Bliskim Wschodzie "Zachód" może uznać rozbiory Ukrainy. Na współczesnym koncercie mocarstw zatem nasz bliski sąsiad wyjdzie tragicznie. Jak Pan Profesor ocenia taką tezę? Czy to realne?


M.J. Chodakiewicz:
Naturalnie możni tego świata pogodzą się na trupie któregokolwiek z mniejszych państw, a w tym momencie Ukrainy. Ponieważ Biały Dom  nie jest w stanie poradzić sobie z coraz większą anarchizacją świata, Kreml zaangażował się w Syrii aby pokazać wszystkim jak to się robi i jak bardzo może „Zachód” na Rosję liczyć. Ceną za to będzie normalizacja stosunków, a więc porzucenie sankcji. Czy dojdzie do rozbioru Ukrainy, to inna sprawa. Na pewno Putin spodziewa się, że Zachód de facto uzna zabór Krymu (już uznał) oraz, że będzie traktować wojnę we wschodniej Ukrainie jako tzw. zamrożony konflikt (frozen conflict), taki jak w Nagorno Karabakh. Nie do rozwiązania – oprócz rzekomo przez Rosję. Putin liczy, że pozwoli to „Zachodowi” po prostu umyć ręce od sprawy ukraińskiej. Ponadto, jednak trzeba pamiętać, że manewr Moskwy w Syrii ma podłoże wewnętrzne. Mianowicie wszystko co Putin robi ma jeden główny cel: utrzymanie się u władzy. Jest to więc kolejne posunięcie dynamiczne, agresywne za granicą aby wpłynąć pozytywnie na przeciętnego Rosjanina. Wot! Mamy imperium. Operujemy na całym świecie. Jesteśmy poważani tak jak za Sowietów. Boją się nas.



Gdzie należy upatrywać genezy kryzysu z uchodźcami i imigrantami - tak licznych grup, które przedzierają się do Europy? Gdyby Pan Profesor mógł opisać najważniejsze czynniki, które to spowodowały (specjalnie używam takiej terminologii bo bezsprzecznie znajdują się tam uchodźcy ale są stłamszeni przez większość imigrantów ekonomicznych). Czy to Pana zdaniem efekt wycofania wojsk z Iraku? Bombardowania Libii? Niezdecydowania Obamy ws. Syrii (słynne wycofanie floty amerykańskiej)....


Geneza kryzysu jest prosta. Po rozbiorze imperium osmańskiego w wyniku I wojny światowej mocarstwa kolonialne (Anglia i Francja) nie miały pomysłu dobrego jak zorganizować Bliski Wschód. Zamierzały skolonializować tamte tereny, ale hipokryzja nie pozwalała na bezpośrednią kontrolę. Ponadto amerykańskie deklaracje o „samodeterminacji narodów” i obietnice dane Arabom i Żydom w trakcie wojny wymusiły na potęgach znalezienie alternatywnej formuły dominacji. Starano się skryć za mandatem nadzorczym Ligii Narodów, ale formuła, która nieszczęśliwie zastosowano do post-osmańskiej przestrzeni była oparta na modelu państwa narodowego. Jednak na Bliskim Wschodzie – oprócz syjonistycznych Żydów i garsteczki nacjonalistów arabskich – nie było poczucia mentalności narodowej. Była wspólna religia (głównie Islam) oraz lojalność klanowa, szczepowa, lokalna i regionalna. A to jeszcze nie naród. Wtłaczanie klanów i szczepów w sztywne ramy państwa narodowego to przepis na konflikt. Dlatego David Fromkin nazwał to „pokój aby zakończyć wszelki pokój.” Tyle kontekstu historycznego. Jeśli chodzi o przyczyny obecnego konflitu w Syrii i Iraku, to wynikł on z amerykańskiej interwencji po atakach  terrorystycznych na Nowy Jork -- 9/11. USA zdestabilizowały region usuwając narodowo-socjalistycznego dyktatora Sadama Husseina. Nastąpiła anarchia. Do zapasów o władzę stanęły siły do tej pory prześladowane przez nacjonalistów i socjalistów, czyli religijni fanatycy – kalifatyści (powszechnie, choć niecelnie znani jako „islamiści”). Ich celem jest przywrócenie uniwersalnego kalifatu, który upadł wraz z rozsypaniem się imperium osmańskiego. Ośmielona przez klęskę Sadama Husseina orientacja kalifatystyczna zyskała na tzw. „wiośnie arabskiej”. A wybuch ten – od Maroko do Jemenu – miał skomplikowane podłoże społeczno-gospodarczo-kulturowe. Największą siłą opozycyjną byli kalifatyści i to oni wypłynęli na tej wielkiej fali rewolucji – od Bractwa Muzułmańskiego w Egipcie do ISIS w Syrii i Iraku, nie mówiąc już o Al-Kaida i jej składowych części od Somalii przez Mahreb i Jemen do Lewantu.   

Ze względu na to, iż jest Pan blisko kół konserwatywnych w USA a także Pana studenci pracują dla armii amerykańskiej czy nawet służb - jakie są ich nastroje w związku z tym co się dzieje? Przecież dopiero co terrorysta we francuskim pociągu chciał dokonać zamachu i życie pasażerów uratowali urlopowani amerykańscy żołnierze. Obsługa pociągu zamknęła się w schowku i zostawiła pasażerów na pastwę terrorysty... Dopiero co walczyli w Iraku i w Afganistanie (czy na misjach w Afryce) a widzą na CNN czy Fox News gigantyczne rzesze ludzi z tych regionów, którzy przedostają się do Europy - było nie było, państw sojuszniczych.

 
Chłopaki i dziewczyny z sił zbrojnych USA mają zwykle poglądy izolacjonistyczne. Nie mają nic przeciwko spuszczenia manta wrogom Ameryki od czasu do czasu, ale nie palą się do ciągłej wojny. Pójdą jednak wszędzie gdzie ich politycy wyślą. Tutaj nie ma takich kompleksów pacyfistycznych jak w Europie. Wola do walki jest.


 
Czy służby specjalne państw europejskich w ogóle są gotowe zweryfikować tych ludzi? Na ową "wędrówkę ludów" mają się składać: biznes mafii przerzutowej, wywiadowcy i członkowie różnej maści organizacji terrorystycznych od ISIS po Al-Kaidę - z jednej strony, czy ciemiężonych uchodźców oraz zwykłą emigrację "za chlebem" - czy w Europie jesteśmy w stanie to rozróżnić? Do tego mamy Irakijczyków, Pasztunów, Syrijczyków (różnych wyznań), Afrykę Subsaharyjską czy Arabską - istny konglomerat, często walczący sam ze sobą.


Zachodnie służby specjalne nie są w stanie zweryfikować tej milionowej fali ludzkiej bowiem w tym celu trzeba było by stworzyć państwo policyjne. Jest to po prostu niezgodne z demokracją.  Naturalnie przesieje się niektórych – szczególnie tych głupszych i bezczelniejszych, na przykład takich, którzy pochodzą z Pakistanu, a udają Arabów z Syrii.
 

Retoryka Obamy wydawała się pro-imigrancka i dość łagodna wobec islamistów. Tymczasem USA odmawiają przyjęcia "kwot" uchodźców. Polityka niemiecka to zachęcanie imigrantów i deklaracja, iż przyjmą bardzo wielu - po czym dość cynicznie "nadwyżkę" chcą rozlokować w innych państwach (wbrew woli tych ludzi, co jest skandaliczne). Jaką politykę powinna zastosować Polska? Powoływać się na wzór USA i Izraela które odmówiły przyjęcia? Przyjmować ale... - co by Pan Profesor doradził polskiemu rządowi?


Tak. Jest to hipokryzja naturalnie. Stany Zjednoczone do dziś nie spełniły obietnicy w stosunku do wielu Irakijczyków i Afgańczyków, którzy służyli jako amerykańscy współpracownicy (tłumacze, etc) podczas tamtejszych wojen. Wielu tubylców, a szczególnie zwolennicy antyamerykańskich rebeliantów, traktują ich jako zdrajców. Pozostanie na miejscu oznacza śmierć dla nich i ich rodzin. Po pierwsze jednak sprawa emigrantów jest bardzo niewygodna politycznie, szczególnie, że idą wybory prezydenckie. Stąd tolerancjonistyczna retoryka Obamy, za którą idzie mało czynów. Ameryka boryka się bowiem z falą latynoskich uchodźców gospodarczych. A po drugie od lat sześćdziesiątych obowiązuje zasada inżynierii społecznej. Wtedy ludność USA w ponad 80% była europejska. W tej chwili jest to około 60%. To szokująca dla wielu statystyka. A polega na preferowaniu emigrantów z Trzeciego Świata i dyskryminacji Europejczyków. I opiera się na zasadzie łączenia rodzin. Ponieważ w Trzecim Świecie rodziny są wielodzietne, każdy nowy emigrant może sprowadzić po kilkadziesiąt osób. Rezultaty widzimy.  



I na koniec - na wyspie Kos rozdawana jest mapka z sugestią by imigranci szli via Bułgaria, Rumunia, Ukraina i Polska do Niemiec. Czy Pana zdaniem może nas spotkać to co Węgrów? Czy jesteśmy na to gotowi?

Trasa bułgarska nie jest popularna. Uchodźcy wiedzą, że na Ukrainie jest wojna, a poza tym świadomi są, że wszystko blokują Karpaty. Trasa przez zachodnie Bałkany jest najbardziej logiczna. Jednak gdyby Bułgarzy podstawili darmowe pociągi, a Ukraińcy je przepuściliby, to mielibyśmy na wschodniej granicy kolejny kryzys. Trzeba na to też być przygotowanym. Powinna pracować nad tym polska dyplomacja i służby. Z jednej strony trzeba negocjować z Grekami, Bułgarami, Rumunami i Ukraińcami na taką ewentualność, a z drugiej służby specjalne powinny już prowadzić wojnę informacyjną aby skontrować siły, które rozdają takie mapki z trasą do Polski.

Dziękuję za rozmowę


Rozmawiał Michał Bruszewski
zdj/avatar ze zbiorów uczelni
zdj:freeimages.com
 
Arsped Sp. z o. o. 2009-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Zapoznaj się z polityką prywatności×